Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kopalnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kopalnie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 maja 2021

Goździelskie Górki

        W I połowie XIX wieku jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać kopalnie rud żelaza wokół Ostrowca. Był to okres, kiedy to sztuka hutnicza nad środkową Kamienną weszła na wyższy poziom i w okolicy pojawiły się zakłady wielkopiecowe. Poza istniejącym od początków stulecia wielkim piecem w Kuźni, kolejne pobudowano w Mychowie (1826), Chmielowie i Bodzechowie (1836) oraz dwa w Klimkiewiczowie (1839). Naturalną koleją rzeczy był wzrost zapotrzebowania na surowce, w tym ten kluczowy – rudę żelaza, którą wielkie piece pożerały w ilościach liczonych w tysiącach ton rocznie. Szczególnie mocno zaczęto eksploatować występujące na południe od Kamiennej syderytowe żelaziaki ilaste, których pokłady ciągnęły się pasmem od Trębanowa, przez Goździelin, Szewnę i Jędrzejowice, po Kunów i Nietulisko.
        Już w na początku lat 30. XIX w. zaczęły powstawać na prawym brzegu Kamiennej kopalnie obsługujące hutę w Bodzechowie, zbudowaną przez Ignacego Kotkowskiego, energicznego i przedsiębiorczego dzierżawcę, a następnie właściciela dóbr bodzechowskich. Jedną z nich, pod nazwą „Goździelskie Górki” założono w sąsiednim Goździelinie, na północnym skłonie tzw. Woźnej Góry. Występował tu lokalny poziom rudonośny w obrębie tzw. serii ostrowieckiej górnego liasu (górna jura), składającej się białych piaskowców oraz glin i szarych iłów. To w nich zalegała ruda w postaci trzech warstw, tzw. płaskurów, o łącznej grubości ok. 30 cm. Eksploatowano ją z dość znacznej głębokości – szyby kopalni miały ponad 30 metrów. Pokład rudy szacowano na ok. 30 000 m2, z czego większość wyeksploatowano w ciągu pierwszych kilkunastu lat działalności kopalni. Z 1 m2 otrzymywano 585 kg rudy o zawartości 28% żelaza. W 1847 r. założono tu 7 szybów poszukiwawczych, dzięki którym określono wielkość pozostałego do eksploatacji pokładu. W tym samym roku, po zupełnym wyczerpaniu złoża kopalnię porzucono.
        Do dziś czytelne są ślady po kopalni „Goździelskie Górki”, choć niewiele ich zostało. Jeszcze 30 lat temu prof. K. Bielenin, prowadzący w okolicy prace terenowe doliczył się na Woźnej Górze kilkunastu tzw. warpii – hałd górniczych otaczających dawne szyby. Dziś widocznych jest jedynie kilka, porośniętych z reguły gęstą roślinnością. Istniejące hałdy mają od kilkunastu do ponad 20 m średnicy i zachowaną wysokość do ok. 1,5 m. W niektórych zachowały się ślady po szybach wydobywczych w postaci zapadlisk o średnicy dochodzącej do 4 m i o głębokości ok. 2 m. Pozostałe warpie nie przetrwały prowadzonych tu przez dziesięciolecia prac rolniczych. Pozostały po nich jedynie widoczne na powierzchni warstwy szarych iłów i okruchy rudy.

Kopalnie rudy żelaza w Goździelinie na
Topograficznej Karcie Królestwa Polskiego, lata 30/40 XIX w.

Woźna Góra w Goździelinie, widok od zachodu

 Jedna z zachowanych hałd - warpii

      Hałda górnicza kopalni "Goździelskie Górki"

    Warstwa szarych iłów w miejscu zniwelowanej hałdy

  Owalny ślad po rozoranej hałdzie, pośrodku ślad szybu

    Fragment rudy żelaza na powierzchni

środa, 31 października 2018

Chłopi

Ciężka była dola chłopa pańszczyźnianego. A jeśli jeszcze przyszło muś żyć w dobrach uprzemysłowionych, miał podwójnego pecha. Powszechnie bowiem praca w hutach, a zwłaszcza kopalniach traktowana była jako powinność pańszczyźniana. Tak więc kierowano chłopów do kopania rudy i zwożenia jej do hut, odwadniania kopalń, transportu drewna i węgla. Zapotrzebowanie na pracę uzupełniano najmem wolnym lub przymusowym, zwłaszcza tam gdzie pracy było dużo, a sama pańszczyzna nie wystarczała. Za najem płacono, choć marnie. Tyle, że najemnik przymusowy do roboty iść musiał, czy mu się to podoba czy nie i odrobić określoną ilość dni. W efekcie nie dość, że chłopi musieli odrobić co tydzień pańszczyznę pieszą i sprzężajną (własnym zaprzęgiem) na polach, to jeszcze jako najemnicy pracować w kopalniach. A były jeszcze daremszczyzny – różne drobne prace wykonywane na rzecz dworu. W dobrach rządowych najem przymusowy i daremszczyzny zostały zniesione w 1817 r., różnie to jednak bywało wobec oporu władz górniczych, które nie chciały pozbywać się najemnika przymusowego. Tak więc umęczeni włościanie z dóbr górniczych słali zażalenia do władz. Tak jak chłopi z Krzyżowej Woli w gminie starachowickiej, którzy w 1821 r. skarżyli się do Dyrekcji Górniczej, że nie są w stanie wyrobić się z obowiązkami, bo oprócz należnej powinności tygodniowej „jeszcze i tak wyganiani bywamy bydłem do różnej roboty skarbowej za najem”, czyli w tym przypadku do wożenia rudy i węgla.
Sytuacja w dobrach prywatnych była podobna, a nawet gorsza, bo tu najem przymusowy przetrwał dłużej. W dobrach ostrowieckich włościanie wszystkich wsi zwyczajowo zobowiązani byli do odrabiania pańszczyzny pieszej i sprzężajnej przez określoną liczbę dni w tygodniu oraz daremszczyzn na rzecz dworu. I tak na przykład w 1823 r. chłopi z Częstocic musieli „stróżę kolejno po dwóch dniem i nocą na folwarku Częstocic odbywać, owce myć i strzyc, rzepę, kapustę i inną jarzynę obierać, konopie moczyć, międlić i ile wypadnie oprząść, oraz (…) trzodę dworską pasać i obrządzać”. Żyć nie umierać.
W dobrach ostrowieckich od początku XIX w. działał wielki piec w Kuźni wraz z fryszerkami, były też kopalnie rudy, a w lasach wypalano węgiel. Wykorzystywano więc najem przymusowy. W wykazie powinności chłopów dóbr Klucza Ostrowieckiego z 1830 r. czytamy, że najem pańszczyzny do dworskiej roboty bez wyjątku robić powinni, to jest dzień ciągły w dwie pary bydła złp. 2, dzień chłopskiej ręcznej roboty groszy 20…”. Dalej czytamy, że najem „do żniwa, młocki, kośby i fabryk” wyniósł w skali roku 6000 złotych polskich. Chłopi, jako pracownicy niewykwalifikowani, kierowani byli zazwyczaj do robót pomocniczych, na przykład trzy razy w tygodniu wozili rudę z kopalń Jędrzejowicach do wielkiego pieca w Kuźni. Do kierowania wydobyciem i do pracy w samej hucie zatrudniano oczywiście fachowców. I tak w wykazie „włościan wsi zarobnej Kuźni ich zabudowań, powinności, danin, czynszów i daremszczyzn” figuruje tylko jeden chłop odrabiający pańszczyznę i płacący czynsz. Pozostali mieszkańcy osady to fachowcy – majstrowie wielkiego pieca i fryszerek, kowale młotowi, cieśle – zwolnieni z wszelkich powinności i opłat. W 1847 r. w sąsiednich dobrach bodzechowskich we wszystkich wsiach odrabiano pańszczyznę pieszą, a tylko w kilku sprzężajną. Najwięcej jej odrobili włościanie z Goździelina, co pewnie nie jest przypadkiem. Działały tu kopalnie zaopatrujące w rudę wielki piec w Bodzechowie.
Tak więc, gdy w marcu 1864 r. carski ukaz uwłaszczeniowy zniósł pańszczyznę, uradowani chłopi poczęli wznosić dziękczynne pomniki. Jeden z nich uchował się w Goździelinie, a na nim inskrypcja: Dzięki czyniąc /MATCE NAJŚWIĘTSZEJ/i NAJJAŚNIEJSZEMU/ALEXANDROWI II/Cesarzowi Wszech Rossyi/Królowi Polskiemu/Za usamowolnienie w 1864 r./Na dowód tej wdzięczności/Włościanie Gminy Bodzechów/Pomnik ten w r. 1865/wystawili.

Wizerunek oracza na pomniku w Goździelinie
Reforma uwłaszczeniowa nie zawsze przebiegała gładko. Koloniści górniczy z podostrowieckich wsi mieli problemy z uzyskaniem gruntów na własność. No bo skoro górnik, to już nie chłop i się nie należy. Więc górnicy z Jędrzejowic czy Mychowa musieli udowadniać, że wcześniej jako poddani świadczyli też zwyczajowe powinności włościańskie. W kolejnych latach chłopi wciąż obecni byli w przemyśle, już jako wolni robotnicy najemni. I wciąż najczęściej znajdowali zatrudnienie w kopalniach. W drugiej połowie XIX w. kopalniach Zakładów Ostrowieckich zatrudniano na stałe 250-300 osób, a w sezonie letnim dodatkowe kilkaset. Sezonowi rekrutowali się z okolicznych małorolnych chłopów. W tej liczbie były i kobiety, pracujące głównie w kopalniach odkrywkowych, takich jak „Stefania” koło Janika. Zarobki były nędzne, od ok. 30 do 70 kopiejek za dzień pracy, przy czym najniższą stawkę otrzymywały robotnice ciągnące taczki z urobkiem. Po sezonie wracano do swoich wsi, ale z biegiem czasu duża część chłopów oderwała się zupełnie od rolnictwa i na stałe związała się z przemysłem jako wykwalifikowani robotnicy.


Chłopi przy pracy w kopalni odkrywkowej "Stefania",
lata 80. XIX w.

piątek, 19 października 2018

Piekło pod Niekłaniem

W 1921 r. Zakłady Ostrowieckie zawarły lukratywny kontrakt z Ministerstwem Kolei Żelaznych na produkcję wagonów. W związku z tym przystąpiono do realizacji planu inwestycyjnego. Między innymi zakupiono kilkadziesiąt kilometrów kwadratowych lasów i gruntów w majątku Niekłań w powiecie koneckim, niedaleko Stąporkowa, gdzie urządzono wytwórnię drewna wagonowego z tartakiem, suszarnią, warsztatami obróbki i wykańczalnią. Drewno to jedno, ale nie bez znaczenia był fakt, że tereny pod Niekłaniem to obszar rudonośny. Po I pierwszej wojnie światowej, ze względów geopolitycznych ustał napływ wysokoprocentowych rud żelaza z terenów Ukrainy. Do łask wróciły wówczas rudy rodzime, otwierano nowe kopalnie i szukano nowych złóż. I tak na ok. 280 ha lasu pod Niekłaniem Zakłady Ostrowieckie założyły kopalnię „Piekło”. Nie dlatego, ze ktoś z kierownictwa miał skłonności sataniczne. Tuż obok znajduje się leśne uroczysko o tej nazwie – skałki o fantazyjnych kształtach, gdzie kiedyś miały pokutować diabły… Dziś to rezerwat przyrody „Skałki Piekło pod Niekłaniem”.

Rezerwat "Skałki Piekło pod Niekłaniem"

Rudę żelaza wydobywano w rejonie Niekłania od wieków. Nawiasem mówiąc tą samą, którą eksploatowano w licznych kopalniach pod Ostrowcem. Złoża jurajskich żelaziaków ilastych ciągną się pasmem od okolic Ostrowca po Starachowice i Wąchock, następnie od rejonu Skarżyska w głąb ziemi koneckiej, między innymi pod Stąporków i Niekłań właśnie. W 1921 r. w kopalni „Piekło” prowadzono równolegle roboty poszukiwacze i wydobywcze, przy czym eksploatacja wyglądała tak, jak od wieków w całym Zagłębiu Staropolskim. Szyby bito gęsto, zazwyczaj przypadało ich 4 na kwadrat o boku ok. 60 m; głębokością sięgały nawet 45 m. Używano konnych kieratów i ręcznych wyciągów. Zakłady Ostrowieckie zmodernizowały kopalnię, ograniczając liczbę szybów (zachowując m.in. wentylacyjny i główny wyciągowy), zmieniając sposób eksploatacji oraz wprowadzając nowoczesne wyposażenie mechaniczne. Wybudowano maszynownię, stację pomp, warsztaty, baraki robotnicze i biura. Do 1928 r. tylko ta kopalnia w regionie była w pełni zmechanizowana, a do tego wprowadzono tu po raz pierwszy strzelanie w rudzie ilastej. Z jakim efektem, nie wiemy. Ponadto wybudowano linię kolejki wąskotorowej z kopalni do Stąporkowa, gdzie w sąsiedztwie stacji PKP znajdowały się „Prażaki Ostrowieckie” – specjalne piece do wzbogacania rudy. Stąd już prosta droga koleją do wielkich pieców w Ostrowcu. W Niekłaniu została utworzona Dyrekcja Kopalń i Lasów Zakładów Ostrowieckich, bezpośrednio podporządkowana Zarządowi Głównemu Zakładów Ostrowieckich. Bo kopalnia „Piekło” nie była jedyna w tym rejonie. Na rzecz ostrowieckiej huty pracowały jeszcze m.in. kopalnie „Piekło II”, „Czarny Las” i „Markowy Lasek”. Łącznie pracowało w nich nawet 700 osób, w tym wysokiej klasy specjaliści krajowi i zagraniczni.
Do dziś po kopalni „Piekło” zachowały się imponujące hałdy i zapadliska szybów, pozostałości rampy załadowczej, nasypu kolejki oraz fundamenty budynków: 



Kopalnia "Piekło" i "Prażaki Ostrowieckie" w Stąporkowie
na mapie z okresu międzywojennego

piątek, 20 lipca 2018

O kunowskich kuźnicach i nie tylko...

Kunów swoją bogatą i burzliwą historią mógłby obdzielić kilka innych miast. Miasteczko położone nad Kamienną nieopodal Ostrowca dziś niczym specjalnym się nie wyróżnia, ale dawniej było inaczej. Odwiedzali miasto królowie Polski od Jagiełły poczynając. Ktoś powie, że z reguły tylko przejazdem. To prawda, ale byli, widzieli, być może nawet zapolowali na zwierza w okolicznych lasach, więc po co drążyć temat… Często i gęsto bywali tu biskupi krakowscy z kardynałem Oleśnickim na czele, bowiem do tych świętych mężów Kunów przez stulecia należał. Miasto odwiedzane było również przez: Mongołów, mocno wkurzonego Konrada Mazowieckiego, Tatarów krymskich, morowe powietrze, Szwedów, Siedmiogrodzian i Kozaków pod wodzą Rakoczego, ponownie morowe powietrze oraz cara Piotra Wielkiego na czele „sojuszniczej” armii złożonej ponoć w dużej mierze z Kałmuków i Kozaków. Cóż, łatwo nie było, ale tak to jest jak się żyje w ciekawych czasach. Miał za to Kunów szczęście do osoby księdza Aleksandra Bastrzykowskiego, który popełnił kapitalną historyczną monografię miasta i okolicy (wyd. 1939).
Położenie nad Kamienną, „najpracowitszą z polskich rzek” zobowiązuje, więc i Kunów w swojej historii miał epizody hutnicze. Zwłaszcza, że okolica obfitowała w złoża rud żelaza i lasy. Nie stał się co prawda z czasem znaczącym ośrodkiem przemysłowym, ale zapisał całkiem bogatą hutniczą kartę. Zaczęło się już w starożytności. W okresie rzymskim w Kunowie i okolicach funkcjonowały liczne piecowiska dymarskie. W latach 50. XX w. Kazimierz Bielenin przebadał w Kunowie fragment osady hutniczej z okresu wczesnorzymskiego wraz z trzema piecowiskami nieuporządkowanymi grupującymi łącznie 40 pieców. Ich forma dała podstawę do wydzielenia w hutnictwie świętokrzyskim małego pieca typu Kunów. Ostatnie znaleziska wskazują, że w okolicy Kunowa piecowisk było znacznie więcej.

Kloc starożytnego żużla z małego pieca typu Kunów.
Okaz ze zdjęcia pochodzi najprawdopodobniej z jednego z piecowisk
badanych w Kunowie przez K. Bielenina w latach 50.
Pierwsza wzmianka o hutnictwie nowożytnym pochodzi z roku 1525, kiedy to biskup krakowski wydał przywilej na kopanie rudy w kopalni zwanej Goliska. Była kopalnia, musiała być i kuźnica. I była. W 1575 r. wysłannicy biskupa przybyli do Kunowa skontrolować kopalnię. W spisanym dokumencie pojawiają się nazwy „Kuźnia”, „Ruda Cunowska” i osoba Mikołaja Rudnika. Trzeba pamiętać, że występujący w źródłach termin „ruda” był z reguły synonimem „kuźnicy” (analogicznie „rudnik” – „kuźnik”). Co prawda „ruda” w ścisłym tego słowa znaczeniu oznaczała kopalnię, ale najczęściej tym mianem określano całość zakładów, tj. kuźnicę z kopalnią rudy. Żeby jeszcze bardziej skomplikować, rudę – kuźnicę w terminologii urzędowej zwano po łacinie minera, lub używano bardziej rozbudowanych terminów, np. officina ferraria, officina mineraria, ferricudina, i.in. Nazwa „ruda” występuje w kontekście wielu miejscowości, jako oznaczenie przysiółka kiedyś przeznaczonego na produkcję żelaza (np. Rudka Bałtowska, Ruda Ćmielowska). Dla Kunowa była to zapewne dzisiejsza wieś Rudka (dawniej Ruda bądź Rudnik). W źródłach pojawia się w średniowieczu, więc pewnie już w tym okresie wydobywano tu rudę i produkowano żelazo. Wzmianki o kopalniach i kuźnicach częste są w XVI-XVII w. (de minera alias Ruda Kunow). Odkąd w 1603 r. tutejszymi zakładami zarządzał w imieniu biskupa krakowskiego Stanisław Żelichowski, miejsce nazywano Rudą Żelichowską (de minera alias Ruda Zelichovii). W późniejszych latach występuje w źródłach officina ferraria Kunowska.
Innym miejscem związanym z produkcją żelaza była osada Małachów. Dziś to część Kunowa na lewym brzegu Kamiennej. Kuźnica (officina ferraria Małachow) powstała tu w II połowie XVII w. i działała co najmniej przez kolejne sto lat. Jej kres nastąpił prawdopodobnie wraz z przejęciem przez państwo dóbr biskupstwa krakowskiego w 1789 r. „Kuźnica Małachów” figuruje jeszcze na mapie województwa sandomierskiego Karola de Pertheesa (wyd. 1791). Pamięć o miejscu przetrwała jeszcze kilkadziesiąt lat. Na planie gruntów Kunowa z 1833 r. widnieje miejsce oznaczone jako „fryszerka stara”, zapewne pozostałości dawnego XVIII-wiecznego zakładu (za udostępnienie planu podziękowania dla Sebastiana https://pl-pl.facebook.com/DawnyKunow/). Według Bastrzykowskiego jeszcze w okresie międzywojennym na gruntach Małachowa leżały zwały żużla. A jak dobrze poszukać, to trafić na nie można i dziś.

Kuźnica Małachów na mapie Karola de Pertheesa z 1791 r.          
                        
                                Lokalizacja kuźnicy małachowskiej na planie gruntów Kunowa z 1833 r.

środa, 25 kwietnia 2018

Simba

26 listopada 1946 r. ukazało się zarządzenie Ministra Przemysłu o ogłoszeniu wykazu nadań górniczych przechodzących na własność Państwa. Wszystko w ramach nacjonalizacji przemysłu w Polsce w oparciu o ustawę z 3 stycznia 1946 r. o przejęciu podstawowych gałęzi gospodarki narodowej. Do zarządzenia dołączono długi wykaz prywatnych kopalń, które „przechodzą na własność Państwa w całości wraz z wszystkimi przymiarami dołączonymi do pól górniczych i wszelkimi prawami”. Wśród nich znalazło się kilka kopalń rud żelaza z najbliższej okolicy Ostrowca. Oto one (kolejno: nazwa kopalni, położenie – gmina, właściciel, data nadania górniczego):

  1. ŁĄCZKI N. 80, Częstocice, Eustachy Dobiecki, 18.04.1898
  2. PODGÓRZE N. 853, Bodzechów, Bogdan Drucki-Lubecki, 02.10.1912
  3. HALINA, Kunów, Jan Rawicz, 29.10.1936
  4. ALEKSANDER, Kunów, Helena Wielopolska, 19.11.1938
  5. KOLLOWEJ, Ćmielów, Stanisław Derecki i Maria Zych, 10.12.1937
  6. KOLLOWEJ II, Ćmielów, Stanisław Derecki, 20.10.1938
  7. MICHAŁ, Ćmielów, Bogdan Drucki-Lubecki, 30.11.1938
  8. SIMBA, Częstocice, Tadeusz Halpert, 11.01.1939
Ciekawa jest zwłaszcza nazwa tej ostatniej. Bardzo egzotyczna. Przywołująca natychmiastowe skojarzenia z gorącą Afryką, czytelne zwłaszcza dla osób które roniły łzy wzruszenia oglądając w latach 90-tych Króla Lwa. Bo simba to w języku suahili właśnie lew. Skąd więc afrykański akcent w podostrowieckich lasach, gdzie kopalnia była położona? Trop wiedzie do jej właściciela, Tadeusza Halperta.
Halpert był właścicielem majątku Jeleniec pod Ostrowcem. Jak na wykształconego ziemianina przystało, był wielkim miłośnikiem sztuki. Jego dwór – leśniczówka (nieistniejąca) pełna była książek, dzieł sztuki i trofeów myśliwskich. W czasie II wojny światowej w Jeleńcu ukrywały się osoby zagrożone aresztowaniem. Jedną z nich był Edmund Niziurski, późniejszy poczytny pisarz, który w Jeleńcu odebrał edukację w ramach zajęć Tajnego Uniwersytetu Ziem Zachodnich. Po wojnie majątek wraz z dworem i większością wyposażenia oczywiście przepadł, a sam Tadeusz Halpert wyjechał do Kanady. Ale wracając do Simby… Okazuje się, że Halpert był również miłośnikiem safari, w związku z czym bywał w Afryce. Uczestniczył co najmniej raz w takiej wyprawie, w 1912 r., w towarzystwie swojego przyjaciela hrabiego Edwarda Mycielskiego-Trojanowskiego. To właśnie z afrykańskich wypraw pochodziły egzotyczne trofea myśliwskie zdobiące ściany dworu w Jeleńcu. I zapewne z afrykańskimi fascynacjami dziedzica łączyć trzeba nazwę miejscowej kopalni.
   Dodajmy dla porządku, że kopalnia była odkrywkowa i eksploatowano w niej płytko zalegające żelaziaki brunatne. Pytanie tylko, czy w kopalni w ogóle ruszyło wydobycie, biorąc pod uwagę, że dokument nadawczy wystawiono na kilka miesięcy przed wybuchem wojny. Na jednym z powojennych planów terenu figuruje co prawda oficjalnie nazwa „Simba”, ale w towarzystwie starych zrobów górniczych. Bo rudę w tym miejscu wydobywano już w I połowie XIX w.

Wyrobiska i hałdy górnicze na terenie kopalni "Simba"

czwartek, 8 lutego 2018

O (świętym) Jacku i kopalni, której nie było

Dziś temat mało przemysłowy, ale nie do końca, bo o tematy hutniczo – górnicze ociera się w kilku kwestiach. Przynajmniej w trzech. Po pierwsze, poniższa historia w ogóle by nie wypłynęła, gdyby nie zgłębianie historii miejscowego przemysłu, a ściśle rzecz biorąc – górnictwa rud żelaza i tego co po nim zostało. Po drugie, osoba głównego bohatera, Jacka Małachowskiego - postaci nietuzinkowej i mocno zaangażowanej w rozwój przemysłu hutniczego. Wreszcie, miejsce akcji, czyli Bodzechów. Miejscowość, jakby nie było hutnicza. Usprawiedliwienie, wcale nie naciągane, znalazło się, sumienie jest czyste… a więc:
Pozostałości dawnych kopalń rud żelaza na południe od Kamiennej występują w postaci tzw. warpi, czyli mniejszych lub większych okrągławych usypisk, najczęściej z widocznym do dziś zapadliskiem po dawnym szybie kopalnianym. Ich duże skupiska występują w rejonie m.in. Jędrzejowic i Mychowa, a w sąsiedztwie Bodzechowa w Goździelinie i Moczydle. Kopiec, do złudzenia przypominający warpię górniczą, znajduje się i w Bodzechowie. Stoi samotnie pośrodku rozległego pola na południowych obrzeżach miejscowości. Jednak przy bliższych oględzinach okazuje się, że podobieństwo jest pozorne. Usypisko jest za strome jak na hałdę pokopalnianą, brak również typowego zapadliska poszybowego. A przede wszystkim kopiec nie jest zbudowany z charakterystycznych szarych iłów, jak wszystkie miejscowe hałdy górnicze. Skąd więc pokaźny pagór, z całą pewnością dzieło ludzkich rąk, na środku pola?

Typowa dla okolic Ostrowca hałda górnicza z widocznym
zapadliskiem poszybowym. Poniżej bodzechowski kopiec w różnych ujęciach.

 

Trzeba się cofnąć do przełomu XVIII/XIX w. W tym czasie właścicielem dóbr bodzechowskich był Jacek Małachowski, w latach 1786-1793 kanclerz wielki koronny. O jego zaangażowaniu w rozwój hutnictwa krajowego i upowszechnienie wiedzy technicznej pisaliśmy już szerzej (link). Po wycofaniu się z wielkiej polityki angażował siły i środki w swoich dobrach. Ufundował m.in. kościół w Ruszkowie, założył fabrykę fajansu w Ćmielowie oraz kafli piecowych w Denkowie. Miał przy tym Jaśnie Wielmożny fantazję i magnacki rozmach. Jeszcze sto lat temu krążyły po okolicy anegdoty „o tym szczególnie oryginalnym magnacie”. Jego dwór w Bodzechowie, gdzie gościł na balu samego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego był ponoć czerwono malowany, „o licznych i dziwacznie poprzystawianych skrzydłach”. Do kościoła w Ćmielowie zajeżdżał karetą zaprzężoną w szóstkę koni, którą robił rundę wokół rynku. Na jarmarku kazał wytoczyć beczkę okowity i patrzył ze śmiechem jak chłopi się o nią biją. Gdy zmarł, konduktowi żałobnemu towarzyszyła chmara ptactwa, które następnie obsiadło cały dach kościelny. No i jak to zwykle bywa w przypadku oryginałów do dziś nocami przechadza się po dawnym parku dworskim w Bodzechowie ubrany w kontusz i z szablą przy boku…
Niewiele zostało śladów po nim. Jednym z nich jest zachowana w Bodzechowie przy ul. Cegielnianej figura jego imiennika, św. Jacka. Stoi na wysokiej kolumnie, trzymając w rękach monstrancję i figurę Matki Boskiej. Święty od niedawna jest niestety niekompletny, gdyż przed kilku laty w niejasnych okolicznościach stracił głowę… Tymczasem okazuje się, że była jeszcze jedna, bliźniacza figura. W 1907 r. ks. Jan Wiśniewski w swoim „Dekanacie Opatowskim” pisał, że „za Bodzechowem w stronie Grocholic stoi w polu na kopcu figura św. Jacka…”. Identyczna jak ta zachowana, z tą różnicą, że ta z kopca posiadała napis: „HIACINTUS MAŁACHOWSKI HAERES PATRONO SUO DEDICAT 1812 DIE 24 MAII AETATIS 75 ANNO”. I przeznaczenie naszego kopca, branego początkowo za pozostałość po kopalni rudy, staje się jasne. Kiedy i w jakich okolicznościach figura została zniszczona, nie wiadomo. Do dziś na kopcu można znaleźć drobne elementy dawnej kamieniarki. Szkoda. Samotny kopiec jest dziś jednym z niewielu śladów aktywności Małachowskiego.

Figura św. Jacka z ul. Cegielnianej (uszkodzona, stan obecny). 
Powyżej: figura św. Jacka z ul. Cegielnianej przed uszkodzeniem (fot. W. Wiśniewska)
oraz nieistniejąca figura na kopcu wg J. Wiśniewskiego (1907 r.)

czwartek, 9 listopada 2017

Stanisław Podgajny

Pamięci ostrowieckich górników.
Stanisław Podgajny. W młodości pracował w kopalniach rudy żelaza w podostrowieckich Jędrzejowicach (lub Mychowie). Co prawda nie jako górnik dołowy, lecz na powierzchni. Według Jego własnej relacji pracował jako „krzesacz”, a więc czyścił wydobytą rudę z oblepów gliny. Jego dzienny urobek wynosił ok. 300 kg czystej rudy, która mieściła się na dwóch taczkach. Za każdą taczkę oczyszczonej rudy otrzymywał 5 kopiejek. Na wóz ładowano 6 taczek. Poniższe zdjęcie wykonał we wrześniu 1967 r. W. Kotasiak.

Stanisław Podgajny z Jędrzejowic
(fot. z archiwum MHA w Ostrowcu Św.)

środa, 23 grudnia 2015

Badania geofizyczne

Jakiś czas temu pojawiła się idea, aby przy okazji zainteresowań lokalnym górnictwem rudnym wykorzystać nowoczesne metody badawcze. Chodzi o badania geofizyczne, a konkretnie dwie metody - magnetyczną i elektrooporową. Pierwsza z nich opiera się na pomiarach naturalnego pola magnetycznego Ziemi i wykrywaniu w nim anomalii wywołanych działalnością człowieka (wszelkie wkopy, paleniska, pozostałości architektury, etc.). Metoda elektrooporowa polega na pomiarze zmian oporności pozornej gruntu. Zaburzenia w naturalnych warstwach geologicznych wykrywane są na podstawie ich kontrastu z otoczeniem. To tak w skrócie.
Wybór padł na grupę obiektów będących prawdopodobnie pozostałością XIX-wiecznej kopalni „Seweryn” w Goździelinie. Nieprzypadkowo. Hałdy górnicze (warpie) dawnych kopalń posiadają z reguły po środku ślad po dawnym szybie w postaci charakterystycznego zapadliska. Lecz nie te z Goździelina. Na hałdach urobku, wskazujących miejsca dawnych robót górniczych brak śladów po szybach. A być kiedyś musiały, jak w każdych kopalniach głębinowych. Tyle że powierzchnia tych hałd od wielu lat użytkowana jest rolniczo. Lata orki zrobiły swoje, zniwelowały powierzchnię terenu i miejsca dawnych szybów kopalni. W jednym przypadku znikła nawet cała warpia, choć tu użyto już ciężkiego sprzętu…

Obszar badań - pozostałości kopalni "Seweryn" w Goździelinie.
Okazja do przeprowadzenia pomiarów pojawiła się za sprawą przyjaciół z Krakowa (Mex&Zdziombel!) specjalizujących się w tego typu akcjach badawczych. Jedna uwaga – nie były to „rasowe”, pełnowymiarowe badania, a raczej eksperyment. Próba uzyskania odpowiedzi na pytanie, czy metoda sprawdzi się w tego typu poszukiwaniach. Sprawdziła się. Na wizualizacji wyników pomiarów (poniżej) przeprowadzonych na jednej z hałd widoczna jest wyraźna anomalia. To bezsprzecznie ślad po dawnym, niewidocznym już w terenie szybie.

           
                         

niedziela, 5 lipca 2015

Żelazko i perlik

Znalezione w Świrnie…
Niewielka, mosiężna aplikacja z godłem górniczym. A więc skrzyżowane górnicze młotki – żelazko (krótki kilof) i perlik (młot). Aplikacja była częścią górniczego munduru, najpewniej czapki. Na podstawie formy i kształtu narzędzi można sądzić, że rzecz pochodzi z pocz. XX w., bądź z okresu międzywojennego. Jak znalazła się Świrnie?
Jedyne kopalnie jakie funkcjonowały w rejonie Świrny, to kopalnie rud żelaza. Przez większą część XIX w. aż do początków następnego stulecia prężnie działały w sąsiednich Jędrzejowicach i Mychowie, podobnie w niedalekiej Szewnie. Czy aplikacja należała do jakiegoś urzędnika górniczego pracującego w tutejszych kopalniach? Niewykluczone, zwłaszcza, że w sąsiadujących ze Świrną Jędrzejowicach stoi do dziś, wpisany do rejestru zabytków dom zawiadowcy kopalń. A ten na pewno miał na stanie mundur.
A co jeżeli aplikacja pochodzi z okresu międzywojennego? W tym czasie lokalne kopalnie zakończyły już działalność, ale spora część miejscowych, górników z dziada pradziada, znalazła zatrudnienie w kopalniach rudy należących do Zakładów Starachowickich. Nie chwaląc się, w tej liczbie i pradziad niżej podpisanego. Czy do jednego z nich należała zguba? Nigdy nie dojdziemy, ale faktem jest, że prawie 100 lat temu ktoś paradował po Świrnie w górniczym mundurze. 




środa, 15 kwietnia 2015

Hereditas Minariorum

Dziś przedział literacki. News książkowy trochę spóźniony, ale wart odnotowania. Ukazał się pierwszy numer czasopisma Hereditas Minariorum. Nowe wydawnictwo Wydziału Geoinżynierii, Górnictwa i Geologii Politechniki Wrocławskiej jest merytoryczną kontynuacją świetnej serii „Dzieje górnictwa – element europejskiego dziedzictwa kultury”. Publikacja adresowana jest do wszystkich zainteresowanych dziejami górnictwa, historią myśli i techniki górniczej, eksploracją i badaniem obiektów pogórniczych czy zagadnieniami dotyczącymi ich zabezpieczenia i udostępniania. Ramy czasowe szerokie – od starożytności po współczesność. Słowem – hereditas minariorum
W wydawnictwie znalazł się artykuł poświęcony historii górnictwa rud żelaza w rejonie Ostrowca Świętokrzyskiego. Do przeczytania/pobrania tutaj: LINK


poniedziałek, 2 marca 2015

Strajk górników

Rewolucyjny rok 1905 przyniósł falę robotniczych protestów w całym Królestwie Polskim. Nie inaczej było w hutniczym Ostrowcu i okolicach. Efektem licznych strajków, ulicznych manifestacji i wieców było proklamowanie w grudniu 1905 r. Republiki Ostrowieckiej. Motorem napędowym robotniczych protestów była załoga największych w regionie Zakładów Ostrowieckich, ale strajkowali też m.in. robotnicy huty Bodzechów,  okolicznych cegielni i tartaków oraz górnicy pracujący w miejscowych kopalniach rudy żelaza.
Strajk górników wybuchł dokładnie 110 lat temu, 2 marca 1905 r. Tak te wydarzenia opisywał Ignacy Boerner (1875-1933), inżynier z Zakładów Ostrowieckich, działacz niepodległościowy i szef lokalnego komitetu PPS:
Tegoż (…) dnia rozpoczął się strajk na kopalniach rudy żelaznej „Januszew” i „Goldowo” [chodzi o kopalnie „Janusz” i „Giełdawy” – przyp. EM], należących do Ostrowieckich Zakładów Hutniczych. Dnia 5 marca przyłączyli się do strajku robotnicy kopalni „Zygmunt”. Pertraktacje w sprawie żądań górników prowadziłem osobiście poufnie z zawiadowcą kopalń panem Piskorzem i jego zastępcą inż. Zawadzkim. Dnia 7 marca Dyrekcja jednak odrzuciła żądania strajkujących. Wówczas dyrekcja została powiadomiona, że jeżeli słusznych żądań strajkujących nie uwzględni, Komitet ogłosi ogólny strajk w Zakładach. Dnia 8 marca uwzględniła żądania strajkujących i strajk tego dnia został zakończony.”
Mnożyły się i drobne incydenty. Dla przykładu, na maszcie piorunochronu w jednej z kopalń w rejonie Jędrzejowic wywieszono czerwony sztandar. Dokonał tego ponoć niejaki Swat, pomocnik maszynisty obsługującego lokomobilę i pompy. Dochodzenie prowadziła sprowadzona z Ostrowca żandarmeria. Górnicy nie wydali sprawcy. Kolejny strajk w kopalniach rozpoczął się 12 września. Zakończył się pomyślnie dla górników tydzień później. W następstwie protestów zostały spełnione niektóre z postulatów. Otwarto między innymi szkołę dla dzieci górników w Jędrzejowicach, jednak po dwóch latach placówkę zlikwidowano.


piątek, 3 października 2014

Górnictwo rud żelaza

Dziś zapowiadany już kilkukrotnie temat historycznego górnictwa rud żelaza w rejonie Ostrowca Św. i prowadzonej inwentaryzacji reliktów kopalń. Poniżej krótki „gotowiec” wprowadzający w zagadnienie.

Początki górnictwa rud żelaza w rejonie Ostrowca Świętokrzyskiego sięgają okresu rzymskiego, kiedy w regionie świętokrzyskim funkcjonował wielki okręg produkcji żelaza obejmujący swoim zasięgiem również strefę doliny Kamiennej. Mimo braku przekonywujących danych na temat eksploatacji miejscowych rud metodami górniczymi, wydaje się pewne, biorąc pod uwagę skalę prowadzonej tu działalności hutniczej i zapotrzebowania na surowiec, że musiało w tym okresie istnieć wyspecjalizowane kopalnictwo. Tradycje z okresu rzymskiego były następnie kontynuowane w dobie średniowiecza, choć na dużo mniejszą skalę. W XVI-XVIII w. funkcjonowały w rejonie Ostrowca liczne kuźnice pracujące w oparciu o energię wody i korzystające z lokalnych złóż surowca. Z tego okresu pochodzą pierwsze historyczne wzmianki o miejscowych kopalniach w Goliskach, Sowiej Górze i Jędrzejowicach. Dalsza intensyfikacja produkcji hutniczej miała miejsce w XIX w. kiedy w dolinie Kamiennej nastąpił rozwój hutnictwa opartego na pracy wielkich pieców. Około 1813 r. powstaje wielki piec w Kuźni (obecnie dzielnica Ostrowca), a w 1837 r. uruchomiono kolejne dwa w Klimkiewiczowie (również Ostrowiec). Ponadto zakłady wielkopiecowe założono w Mychowie (1826), Bodzechowie i Chmielowie (1836). Wszystkie huty pracowały w oparciu o rudę wydobywaną z własnych kopalń.

Ruda syderytowa - żelaziak ilasty 
Ślady górniczej działalności w rejonie Ostrowca Świętokrzyskiego napotkać można po obu stronach rzeki Kamiennej, przy czym na północ od niej, na terenach leśnych występują słabo czytelne i trudne do identyfikacji wyrobiska dawnych kopalń odkrywkowych. Pozostałości kopalń głębinowych koncentrują się na południe od miasta, na krawędzi lessowej wysoczyzny opadającej ku dolinie Kamiennej. Występują na powierzchni pól uprawnych w paśmie o dł. ok. 10 km prawie w całości położonym w obrębie gm. Bodzechów. Relikty kopalń najczęściej mają postać okrągławych lub nieregularnych hałd usypiskowych skały płonej (tzw. „warpie”, „warpy”), zazwyczaj z widocznym zaklęśniętym otworem szybu wydobywczego. Ich wielkość bywa różna – od kilku do kilkudziesięciu metrów średnicy i zachowanej wysokości do 3-4 metrów. Wszystkie reprezentują podziemny, szybowy lub sztolniowy system eksploatacji. Szyby osiągały głębokość od kilkunastu do ponad 40 metrów. Eksploatowano rudy syderytowe, przede wszystkim żelaziak ilasty z serii rudonośnej dolnego liasu.

Przykłady powierzchniowych reliktów dawnego górnictwa w rejonie Ostrowca Św.:
Goździelin, kopalnia "Sewerynów"
Moczydło, kopalnia "Długi Chrust"/"Moczydło"
Jędrzejów, kopalnia "Miłków" (?)
Jędrzejów, kopalnia "Miłków" (?)
Pojedyncze obiekty tworzą większe skupiska – pola górnicze, położone na lokalnych wyniesieniach terenu, usytuowane najczęściej w górnej części zbocza oraz na jego kulminacji. W chwili obecnej wskazać można 11 pól górniczych (większość można identyfikować ze znanymi ze źródeł historycznych kopalniami), na których grupuje się od kilku do kilkudziesięciu pojedynczych obiektów. Łączna powierzchnia wszystkich pól górniczych wynosi ok. 3 km2, a liczbę występujących na nich pojedynczych obiektów wstępnie oszacować można na 300-350. Chronologię kopalń najogólniej zamknąć można pomiędzy XVII a XIX w., ze wskazaniem głównie na wiek XIX, kiedy w dolinie Kamiennej nastąpiła aktywizacja hutnictwa wielkopiecowego.

Mychów, pole górnicze kopalni "Giełdawy", fot. M. Bogacki.
Zdjęcie z zasobów MH-A w Ostrowcu Św.
Mimo powszechnego występowania i czytelności reliktów dawnego górnictwa rudnego pod Ostrowcem, a nawet obecności pewnych śladów lokalnej tradycji górniczej, problematyka ta nie spotkała się jak dotąd z większym naukowym zainteresowaniem. Dlatego w 2013 roku podjęto działania zmierzające do pełnego zewidencjonowania wszystkich obiektów w ramach projektu „Inwentaryzacja punktów historycznej eksploatacji rud żelaza na obszarze gminy Bodzechów”. Podjęcie prac podyktowane było również stanem zachowania górniczych reliktów i istniejącymi zagrożeniami (głównie prace rolnicze). Dotychczas, w ramach I etapu projektu przeprowadzono inwentaryzację w obrębie miejscowości Goździelin, Moczydło i Jędrzejów (etap II obejmie miejscowości Szewna, Szyby, Jędrzejowie i Mychów). Prace polegały na wykonaniu pełnej dokumentacji opisowej i fotograficznej zlokalizowanych w terenie obiektów. Charakterystyka każdego z nich, wymiary, stan zachowania, bieżące zagrożenia, postulaty konserwatorskie, a także dane administracyjne, lokalizacyjne i własnościowe zapisywane były w specjalnie przygotowanej karcie inwentaryzacyjnej. Równolegle z pracami terenowymi prowadzona była kwerenda archiwalna. W obrębie trzech wymienionych miejscowości (historyczne kopalnie „Sewerynów”, „Goździelskie Górki”, „Długi Chrust”, „Miłków”) zarejestrowano ponad 100 punktów eksploatacji rudy żelaza, wśród których wyróżniono kilka kategorii pod względem morfologii i stanu zachowania.

czwartek, 25 września 2014

Sic transit gloria mundi

Po dłuższej przerwie letnio-wakacyjnej wracamy do przemysłowej tematyki. Zanim o konkretnych rzeczach, krótko, tytułem przypomnienia i podsumowania kilka spraw z ostatnich miesięcy. Nie było ich wiele bo i sezon ogórkowy… ale:

Przede wszystkim w sierpniu odbyły się XLVIII Dymarki Świętokrzyskie. Wielkie święto miłośników antyku a zwłaszcza starożytnych technik hutniczych. Wszystko za sprawą realizowanego z dużym powodzeniem od kilku lat przez Świętokrzyskie Stowarzyszenie Dziedzictwa Przemysłowego projektu „Człowiek i Żelazo w pierwszych wiekach naszej ery”. Więcej o projekcie na stronie www.dymarki.com, a kto nie był na tegorocznych dymarkach, liczne fotorelacje z imprezy znajdzie na facebookowym fanpage’u Dymarek Świętokrzyskich (https://www.facebook.com/Dymarki)

Sprawa druga. Czas jakiś temu w Gazecie Ostrowieckiej ukazał się materiał na temat podostrowieckiego górnictwa rud żelaza i prowadzonej aktualnie inwentaryzacji reliktów dawnych kopalń. Tu można artykuł przeczytać w całości:
http://www.ostrowiecka.pl/publicystyka/wywiady/6515-ostrowiecki-archeolog-bada-relikty-kopal-rud-elaza. Sygnalizowałem już parę razy, że temat będę sukcesywnie przedstawiał. To już niebawem. O jednej sprawie jeszcze tylko wspomnę. W powyższym materiale prasowym znalazł się apel do mieszkańców z prośbą o podzielenie się informacjami na temat kopalń. A nuż ktoś coś wie, posiada jakieś archiwalia czy zapamiętał opowieść dziadka… Odzew przerósł najśmielsze oczekiwania! Napłynęło mnóstwo informacji i cennych wskazówek!  Bardzo dziękuję wszystkim za pomoc, liczę na więcej i dalszą współpracę! Oto co znaczy potęga mediów…

I sprawa trzecia, tytułowa. Co jakiś czas jak bumerang wraca sprawa ruin walcowni w Nietulisku. W lokalnej telewizji obejrzeć można było taki oto materiał:
            

I co z niego wynika? Ano nic. To samo co zwykle od lat: są pomysły na obiekt (raczej mgliste zresztą i bez konkretu), jest koncepcja zagospodarowania, ale przecież nie ma pieniędzy, a teren duży, ciężko, wiecie, gospodarować i utrzymać, a tu jeszcze skomplikowane kwestie własności, etc. no ale przecież „to nasza perełka, niestety, trochę (sic!) zaniedbana; bolejemy nad tym”. Czyżby? Mam wrażenie, że „bolejemy” niezbyt szczerze i nie mam tu na myśli tylko urzędników gminy Kunów. Obawiam się, że los tego zabytku, podobnie zresztą jak i innych, nikogo z decydentów specjalnie nie interesuje. Załamywać ręce nad losem walcowni, płakać i udawać troskę to każdy potrafi, ale już „robić to ni ma komu”, jak mawiał klasyk. Dowód? Już w okresie międzywojennym (1939)  to, co zostało z walcowni w Nietulisku po powodzi z 1903 r. tak opisywał ks. A. Bastrzykowski:
            Wspaniałe ciosem wyłożone i z ciosu wystawione okazałej budowy nieczynne szluzy, sterczące ruiny pozostałe z dawnej walcowni, opuszczony, zatęchły i okazały dom (gdzie mieszkał zarząd), zarośnięty chwastami staw i kanały, walące się ogrodzenie niszczone przez amatorów cudzej własności, przetrzebione przez nieuczciwych dzierżawców wspaniałe drzewa w parku, ogólna martwota i wiejąca zewsząd pustka, niezmierne przygnębiające robią wrażenie. Tam gdzie był przez lat sześćdziesiąt z górą ruch i życie, wrzała praca, od czasu do czasu odbywały się huczne zabawy, dzisiaj wszystko wieje pustką i melancholją. Sic transi gloria mundi.
            Minęło prawie 80 lat a różnicy prawie żadnej. O, pardon, teraz ks. Bastrzykowski mógłby chociaż poharatać w ping-ponga albo pograć w szachy plenerowe… Tyle że korty, szachy i koszenie trawy żadną miarą nie mogą być odtrąbione za sukces bo nie mają ŻADNEGO wpływu na stan zachowania zabytku, a zdaje się, że to o jego ratowanie wszystkim (?) chodzi!?

środa, 21 maja 2014

Z kopalniami w tle...

Ostatnio pisaliśmy o krzyżu ostrowieckich górników, pozostańmy więc jeszcze w klimacie górniczym. Temat miejscowego górnictwa rud żelaza i tego, co po nim zostało pojawi się już wkrótce. Teraz jednak parę ciekawostek, choć raczej w ponurym tonie. "Retro-makabra" z kopalniami w tle…
Wypadki w górnictwie podziemnym zdarzały się zawsze i zdarzać się będą. Nie inaczej było w podostrowieckich kopalniach. Dla przykładu, w maju 1889 r. Gazeta Radomska donosiła:
            W Bodzechowie Józef Tworowicz, górnik liczący lat 21, pracując w kopalni żelaza we wsi Miłkowie, wpadł niespodziewanie do szybu i poniósł śmierć na miejscu.

Hałdy górnicze nad szybami kopalni "Miłków". W jednym z nich zginął Józef Tworowicz.
Wydarzenie tragiczne, ale zapewne jedno z wielu, jakie miały miejsce w tutejszych kopalniach, a o których nigdy się nie dowiemy. Do innego nieszczęścia doszło w kopalni rudy żelaza w Jędrzejowicach. Tym razem to sprawa kryminalna, a sytuacja jest o tyle niecodzienna, że w roli narzędzia zbrodni wystąpiła sama kopalnia. Pod datą 20 czerwca 1886 r. czytamy w Gazecie Radomskiej:
Zabójstwo. W d. 28 przeszłego miesiąca w kopani rudy przy wsi Jędrzejowice, gm. Częstocice pow. Opatowskiego, znaleziono ciało martwe włościanina tejże wsi, owczarza, Michała Goździeli. Śledztwo wykazało, że Goździela za życia był wrzucony do kopalni, gdzie poniósł śmierć. Sprawcy tego czynu oddani zostali władzy sądowej.
Szyby kopalni w Jędrzejowicach miały grubo ponad 30 metrów głębokości, więc Michał Goździela nie miał żadnych szans. Jakie były dalsze losy ujętych zbrodniarzy, nie wiadomo. Ale też „kryminalne zagadki górnictwa” zdarzały się i w innych częściach kraju. Przenieśmy się na Górny Śląsk, do Królewskiej Huty – dzisiejszego Chorzowa. Tamtejsze pismo Katolik w roku 1890 opisywało tragiczny wypadek w kopalni i związane z nim przestępstwo. Występek był mniejszego kalibru niż sprawa naszego Goździeli, ale za to wyjątkowo podły. Zacytujmy:  
Dzisiaj w nocy wydarzyło się na kopalni hr. Laury wielkie nieszczęście. Trzech ślusarzy było zatrudnionych reparacją w szybie na szali; wtem się lina podtrzymująca szalę zerwała, a ci trzej spadli do szybu na ziemię, a ta zerwana szala na nich. Dwóch na miejscu zostało zabitych, a trzeciemu brzuch rozpruło. Zabici nazywają się Czerwionka i Kaler. Czerwionce jeszcze po śmierci ukradziono 10 talarów, zegarek i ślubny pierścień. Tej samej nocy powiła także żona Czerwionki dziecko.
Urocze? To nie koniec sprawy. Niedługo potem w tej samej gazecie opublikowano sprostowanie, którego fragment warto przytoczyć:
Donoszę Szan. Redakcji, że korespondent, który w przeszłym numerze donosił o zaszłym tu nieszczęściu, był niedokładnie powiadomiony. Donoszę więc, co słyszałem od naocznych świadków. (…) Czerwionce po śmierci nie skradziono zegarka, a ile pieniędzy miał przy sobie, tego nikt nie wie, a że tej samej nocy żona Cz. porodziła syna, to też nieprawda, bo chłopak już był kilka dni stary.
No tak, zwłaszcza to ostatnie robi różnicę… Aha, i w sprostowaniu ani słowa o ślubnym pierścieniu.

wtorek, 29 kwietnia 2014

Górniczy krzyż

W Ostrowcu przed kościołem Najświętszego Serca Jezusowego przy ul. Sandomierskiej stoi krzyż. Krzyż niezwykły, XIX-wieczny, wykonany z żelaza, ażurowy. W centralnej części znajduje się figura ukrzyżowanego Chrystusa, ale to co najciekawsze znajduje się poniżej, na podstawie. Żeliwna tablica z napisem: „BOŻE PRZEDWIECZNY POBŁOGOSŁAW PRACY GÓRNIKÓW OSTROWIECKICH 1881 r.”. Kapitalne świadectwo historii przemysłowej regionu, ale napis wydać się może osobliwy tylko z dzisiejszej perspektywy. Niegdyś wokół Ostrowca rozrzucone były liczne kopalnie rudy żelaza i słowa te oczywiście odnoszą się do górników wydobywających surowiec na potrzeby miejscowych hut. Lokalne górnictwo rud żelaza to zresztą kolejny temat – rzeka, który niebawem poruszymy. Relikty dawnych kopalń są właśnie w trakcie terenowej inwentaryzacji, dlatego wkrótce pojawi się wprowadzenie do tematu i pierwsze wyniki prac.


Ale wracając do krzyża. Pierwotnie stał w innym miejscu, przy obecnym rondzie Republiki Ostrowieckiej, czyli raptem kilkadziesiąt metrów od obecnego. Komuś przeszkadzał, bo pod koniec lat 50-tych (czyli już wiadomo komu…) został zdemontowany i przeniesiony w pobliże kościoła gdzie przeczekał jakieś ćwierć wieku. W 1984 roku został postawiony w obecnym miejscu; wcześniej krzyż został poddany renowacji, wykonano również dokumentację techniczną. I tu ciekawostka. Podczas remontu okazało się, że tablica z napisem górniczym była w fatalnym stanie i została zastąpiona wierną kopią, którą dziś oglądamy. Fajnie, pięknie, pochwalić, tylko gdzie jest oryginał lub jego fragmenty?
Ciekawostka kolejna. Krzyż został wykonany ze składek urzędników i władz ostrowieckiej huty w … fabryce J. Poznańskiego w Warszawie! Sygnatura wytwórni: FAB: J.POZNAŃSKI DŁU: 41 w WARSZ. znajduje się u dołu górniczej tablicy. Dlaczego w Warszawie a nie w miejscowej hucie, która była przecież fundatorem? Było wszystko co potrzeba, a o finezji miejscowych wyrobów i kunszcie robotników niech świadczy brama przed kościołem w Szewnie… Cwaniacy byli zawsze, może i w XIX w. znalazł się jakiś, który postanowił że da zarobić kumplowi ze stolicy? Choć i uczciwie trzeba wspomnieć, że na pocz. lat 80-tych huta była w poważnym „dołku” (w 1884 r. wstrzymano nawet pracę wielkich pieców). A może z jakiegoś powodu w Warszawie wykonano samą tablicę, natomiast krzyż powstał na miejscu? Nie dojdziemy…


Na tym nie koniec rewelacji. Jest relacja korespondenta Gazety Radomskiej z 1889 roku z wizyty w Ostrowcu (Klimkiewiczowie), w której znajdziemy również opis krzyża. Okazuje się, że obecna figura Chrystusa jest późniejsza. W XIX wieku w jej miejscu znajdował się z liści dębowych złoty wieniec, ale co najważniejsze była jeszcze jedna tablica z wierszowaną inskrypcją o treści:

Ojciec Matka trzech Synów
Za Twe Stwórco dary
Z pierwiastków kruszcu swego
Wznoszą Ci ofiary!
Krzyż Święty niech złe wrogi
Zmiejsca tego zwraca
Pod tym znakiem niech słynie
Czteroletnia praca

            Poza tym żadnej daty, jedynie litery I.S.L.R.R.D. Czyli? Dziennikarz wprost pisze, że tablica została wykonana w hucie w Kuźni, a litery to inicjały rodziny Dobrzańskich, właścicieli Kuźni, fundatorów tablicy. Zgadzałoby się: I – Jerzy, S – Salomea (żona) oraz synowie L – Łukasz, R – Roman, R – Roch i D – Dobrzańscy. Przypomnijmy: Jerzy Dobrzański około 1813 r. wybudował pierwszy w okolicy wielki piec w Kuźni, a dobra ostrowieckie były własnością rodziny do lat 30-tych XIX w. Wierszyk jest lakoniczny, ale przynosi garść informacji. Fundatorami żelaznej (z pierwiastków kruszcu swego...) tablicy była rodzina Dobrzańskich (Ojciec Matka trzech Synów...). Tablica została wykonana w hucie w Kuźni zapewne pod koniec drugiej dekady XIX w. (…niech słynie czteroletnia praca). Pierwotnie mogła być umieszczona na nieistniejącym dziś krzyżu (Krzyż Święty niech złe wrogi…), zapewne kamiennym, stojącym być może w samej Kuźni (może w Częstocicach?).
            Kilkadziesiąt lat później, w II poł. XIX w. tablica została umieszczona na żelaznym krzyżu w towarzystwie tablicy z napisem górniczym i tu ją widział dziennikarz Gazety Radomskiej. Jest to jedyna wzmianka na jej temat i dalszy ślad się urywa. Nie wiadomo kiedy zaginęła i co się z nią stało.
            Być może ktoś posiada jakieś archiwalne zdjęcia krzyża z ul. Sandomierskiej kiedy jeszcze stał na swoim pierwotnym miejscu? Może uda się na nich dostrzec jakiś szczegół?