Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bastrzykowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bastrzykowski. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 lipca 2018

O kunowskich kuźnicach i nie tylko...

Kunów swoją bogatą i burzliwą historią mógłby obdzielić kilka innych miast. Miasteczko położone nad Kamienną nieopodal Ostrowca dziś niczym specjalnym się nie wyróżnia, ale dawniej było inaczej. Odwiedzali miasto królowie Polski od Jagiełły poczynając. Ktoś powie, że z reguły tylko przejazdem. To prawda, ale byli, widzieli, być może nawet zapolowali na zwierza w okolicznych lasach, więc po co drążyć temat… Często i gęsto bywali tu biskupi krakowscy z kardynałem Oleśnickim na czele, bowiem do tych świętych mężów Kunów przez stulecia należał. Miasto odwiedzane było również przez: Mongołów, mocno wkurzonego Konrada Mazowieckiego, Tatarów krymskich, morowe powietrze, Szwedów, Siedmiogrodzian i Kozaków pod wodzą Rakoczego, ponownie morowe powietrze oraz cara Piotra Wielkiego na czele „sojuszniczej” armii złożonej ponoć w dużej mierze z Kałmuków i Kozaków. Cóż, łatwo nie było, ale tak to jest jak się żyje w ciekawych czasach. Miał za to Kunów szczęście do osoby księdza Aleksandra Bastrzykowskiego, który popełnił kapitalną historyczną monografię miasta i okolicy (wyd. 1939).
Położenie nad Kamienną, „najpracowitszą z polskich rzek” zobowiązuje, więc i Kunów w swojej historii miał epizody hutnicze. Zwłaszcza, że okolica obfitowała w złoża rud żelaza i lasy. Nie stał się co prawda z czasem znaczącym ośrodkiem przemysłowym, ale zapisał całkiem bogatą hutniczą kartę. Zaczęło się już w starożytności. W okresie rzymskim w Kunowie i okolicach funkcjonowały liczne piecowiska dymarskie. W latach 50. XX w. Kazimierz Bielenin przebadał w Kunowie fragment osady hutniczej z okresu wczesnorzymskiego wraz z trzema piecowiskami nieuporządkowanymi grupującymi łącznie 40 pieców. Ich forma dała podstawę do wydzielenia w hutnictwie świętokrzyskim małego pieca typu Kunów. Ostatnie znaleziska wskazują, że w okolicy Kunowa piecowisk było znacznie więcej.

Kloc starożytnego żużla z małego pieca typu Kunów.
Okaz ze zdjęcia pochodzi najprawdopodobniej z jednego z piecowisk
badanych w Kunowie przez K. Bielenina w latach 50.
Pierwsza wzmianka o hutnictwie nowożytnym pochodzi z roku 1525, kiedy to biskup krakowski wydał przywilej na kopanie rudy w kopalni zwanej Goliska. Była kopalnia, musiała być i kuźnica. I była. W 1575 r. wysłannicy biskupa przybyli do Kunowa skontrolować kopalnię. W spisanym dokumencie pojawiają się nazwy „Kuźnia”, „Ruda Cunowska” i osoba Mikołaja Rudnika. Trzeba pamiętać, że występujący w źródłach termin „ruda” był z reguły synonimem „kuźnicy” (analogicznie „rudnik” – „kuźnik”). Co prawda „ruda” w ścisłym tego słowa znaczeniu oznaczała kopalnię, ale najczęściej tym mianem określano całość zakładów, tj. kuźnicę z kopalnią rudy. Żeby jeszcze bardziej skomplikować, rudę – kuźnicę w terminologii urzędowej zwano po łacinie minera, lub używano bardziej rozbudowanych terminów, np. officina ferraria, officina mineraria, ferricudina, i.in. Nazwa „ruda” występuje w kontekście wielu miejscowości, jako oznaczenie przysiółka kiedyś przeznaczonego na produkcję żelaza (np. Rudka Bałtowska, Ruda Ćmielowska). Dla Kunowa była to zapewne dzisiejsza wieś Rudka (dawniej Ruda bądź Rudnik). W źródłach pojawia się w średniowieczu, więc pewnie już w tym okresie wydobywano tu rudę i produkowano żelazo. Wzmianki o kopalniach i kuźnicach częste są w XVI-XVII w. (de minera alias Ruda Kunow). Odkąd w 1603 r. tutejszymi zakładami zarządzał w imieniu biskupa krakowskiego Stanisław Żelichowski, miejsce nazywano Rudą Żelichowską (de minera alias Ruda Zelichovii). W późniejszych latach występuje w źródłach officina ferraria Kunowska.
Innym miejscem związanym z produkcją żelaza była osada Małachów. Dziś to część Kunowa na lewym brzegu Kamiennej. Kuźnica (officina ferraria Małachow) powstała tu w II połowie XVII w. i działała co najmniej przez kolejne sto lat. Jej kres nastąpił prawdopodobnie wraz z przejęciem przez państwo dóbr biskupstwa krakowskiego w 1789 r. „Kuźnica Małachów” figuruje jeszcze na mapie województwa sandomierskiego Karola de Pertheesa (wyd. 1791). Pamięć o miejscu przetrwała jeszcze kilkadziesiąt lat. Na planie gruntów Kunowa z 1833 r. widnieje miejsce oznaczone jako „fryszerka stara”, zapewne pozostałości dawnego XVIII-wiecznego zakładu (za udostępnienie planu podziękowania dla Sebastiana https://pl-pl.facebook.com/DawnyKunow/). Według Bastrzykowskiego jeszcze w okresie międzywojennym na gruntach Małachowa leżały zwały żużla. A jak dobrze poszukać, to trafić na nie można i dziś.

Kuźnica Małachów na mapie Karola de Pertheesa z 1791 r.          
                        
                                Lokalizacja kuźnicy małachowskiej na planie gruntów Kunowa z 1833 r.

czwartek, 25 września 2014

Sic transit gloria mundi

Po dłuższej przerwie letnio-wakacyjnej wracamy do przemysłowej tematyki. Zanim o konkretnych rzeczach, krótko, tytułem przypomnienia i podsumowania kilka spraw z ostatnich miesięcy. Nie było ich wiele bo i sezon ogórkowy… ale:

Przede wszystkim w sierpniu odbyły się XLVIII Dymarki Świętokrzyskie. Wielkie święto miłośników antyku a zwłaszcza starożytnych technik hutniczych. Wszystko za sprawą realizowanego z dużym powodzeniem od kilku lat przez Świętokrzyskie Stowarzyszenie Dziedzictwa Przemysłowego projektu „Człowiek i Żelazo w pierwszych wiekach naszej ery”. Więcej o projekcie na stronie www.dymarki.com, a kto nie był na tegorocznych dymarkach, liczne fotorelacje z imprezy znajdzie na facebookowym fanpage’u Dymarek Świętokrzyskich (https://www.facebook.com/Dymarki)

Sprawa druga. Czas jakiś temu w Gazecie Ostrowieckiej ukazał się materiał na temat podostrowieckiego górnictwa rud żelaza i prowadzonej aktualnie inwentaryzacji reliktów dawnych kopalń. Tu można artykuł przeczytać w całości:
http://www.ostrowiecka.pl/publicystyka/wywiady/6515-ostrowiecki-archeolog-bada-relikty-kopal-rud-elaza. Sygnalizowałem już parę razy, że temat będę sukcesywnie przedstawiał. To już niebawem. O jednej sprawie jeszcze tylko wspomnę. W powyższym materiale prasowym znalazł się apel do mieszkańców z prośbą o podzielenie się informacjami na temat kopalń. A nuż ktoś coś wie, posiada jakieś archiwalia czy zapamiętał opowieść dziadka… Odzew przerósł najśmielsze oczekiwania! Napłynęło mnóstwo informacji i cennych wskazówek!  Bardzo dziękuję wszystkim za pomoc, liczę na więcej i dalszą współpracę! Oto co znaczy potęga mediów…

I sprawa trzecia, tytułowa. Co jakiś czas jak bumerang wraca sprawa ruin walcowni w Nietulisku. W lokalnej telewizji obejrzeć można było taki oto materiał:
            

I co z niego wynika? Ano nic. To samo co zwykle od lat: są pomysły na obiekt (raczej mgliste zresztą i bez konkretu), jest koncepcja zagospodarowania, ale przecież nie ma pieniędzy, a teren duży, ciężko, wiecie, gospodarować i utrzymać, a tu jeszcze skomplikowane kwestie własności, etc. no ale przecież „to nasza perełka, niestety, trochę (sic!) zaniedbana; bolejemy nad tym”. Czyżby? Mam wrażenie, że „bolejemy” niezbyt szczerze i nie mam tu na myśli tylko urzędników gminy Kunów. Obawiam się, że los tego zabytku, podobnie zresztą jak i innych, nikogo z decydentów specjalnie nie interesuje. Załamywać ręce nad losem walcowni, płakać i udawać troskę to każdy potrafi, ale już „robić to ni ma komu”, jak mawiał klasyk. Dowód? Już w okresie międzywojennym (1939)  to, co zostało z walcowni w Nietulisku po powodzi z 1903 r. tak opisywał ks. A. Bastrzykowski:
            Wspaniałe ciosem wyłożone i z ciosu wystawione okazałej budowy nieczynne szluzy, sterczące ruiny pozostałe z dawnej walcowni, opuszczony, zatęchły i okazały dom (gdzie mieszkał zarząd), zarośnięty chwastami staw i kanały, walące się ogrodzenie niszczone przez amatorów cudzej własności, przetrzebione przez nieuczciwych dzierżawców wspaniałe drzewa w parku, ogólna martwota i wiejąca zewsząd pustka, niezmierne przygnębiające robią wrażenie. Tam gdzie był przez lat sześćdziesiąt z górą ruch i życie, wrzała praca, od czasu do czasu odbywały się huczne zabawy, dzisiaj wszystko wieje pustką i melancholją. Sic transi gloria mundi.
            Minęło prawie 80 lat a różnicy prawie żadnej. O, pardon, teraz ks. Bastrzykowski mógłby chociaż poharatać w ping-ponga albo pograć w szachy plenerowe… Tyle że korty, szachy i koszenie trawy żadną miarą nie mogą być odtrąbione za sukces bo nie mają ŻADNEGO wpływu na stan zachowania zabytku, a zdaje się, że to o jego ratowanie wszystkim (?) chodzi!?