Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żużel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żużel. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 grudnia 2020

Piecowisko z Bodzechowa

           Wracamy po dłuższej przerwie. Rok 2020 to był dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia, stąd w człowieku „ni chęci ni ochoty”. Ale że rok się kończy, to i werwa wraca, więc znów podejmujemy hutnicze dzieło. Dziś o starożytnych hutnikach spod Ostrowca. A konkretnie z podostrowieckiego Bodzechowa, gdzie kilkanaście lat temu dokonano ciekawego odkrycia.
         W pierwszych wiekach naszej ery pomiędzy Górami Świętokrzyskimi, a Kamienną pracowało tysiące pieców do wytopu żelaza. Wielka strefa produkcyjna obejmowała swoim zasięgiem również okolice Ostrowca, choć te znajdowały się już na jej peryferiach. Stąd w okolicy nieco mniej śladów dawnej produkcji żelaza niż, powiedzmy, na przedpolach Łysogór. A im dalej na wschód od miasta, tym jeszcze większe rozrzedzenie stanowisk ze starożytnym żużlem, który, jak wiadomo, jest z reguły jedynym zachowanym świadectwem starożytnej metalurgii. Co nie znaczy, że ich nie ma w ogóle.
        Jedno z takich stanowisk odkryto przypadkowo w 2004 r. na jednej z posesji w Bodzechowie, położonej na stoku doliny Kamiennej w południowej części wsi. Podczas prac ogrodowych natrafiono na duży fragment starożytnego żużla. I tu ważna dygresja – w czasach mizernej świadomości społecznej znaczenia zabytków i dziedzictwa archeologicznego, Państwo Juszczakowie, odkrywcy i właściciele posesji zachowali godną podkreślenia czujność i podzielili się informacją o znalezisku z kim trzeba. Dzięki Nim wkrótce w miejscu odkrycia odbyły się regularne badania wykopaliskowe, przeprowadzone siłami ostrowieckiego muzeum, a pod kierunkiem prof. Szymona Orzechowskiego z UJK w Kielcach.
         Okazało się, że odkryty żużel stanowił część większej całości. Łącznie odsłonięto pozostałości 17 pieców kotlinkowych, typowych dla regionu Gór Świętokrzyskich. Tworzyły one dwa nieznacznie oddalone od siebie skupiska - większe liczyło 12 pieców, mniejsze grupowało 4, poza tym odkryto jeszcze jeden pojedynczy piec. Jak zazwyczaj bywa na tego rodzaju stanowiskach, po starożytnych piecach pozostał jedynie żużel – tkwiące w ziemi mniej lub bardziej zwarte struktury tworzące cylindryczne kloce. Te z Bodzechowa ważyły od kilkunastu do ok. 50 kg. Cały odkryty warsztat hutniczy to tzw. piecowisko nieuporządkowane, gdzie poszczególne piece powstawały w miarę potrzeb, niezależnie od siebie. Taki rodzaj działalności łączony jest z produkcją na potrzeby lokalne i związany był najczęściej z osadami. A osada zapewne „czai się” gdzieś w pobliżu, na co wskazują liczne fragmenty ceramiki z okresu wczesnorzymskiego (I w. n.e.) towarzyszące odkrytym piecom. Zapewne nie jest to też jedyne piecowisko w okolicy. Znajdywane na terenie posesji i pól wokół zbadanego stanowiska drobne fragmenty żużla mogą świadczyć o obecności kolejnych warsztatów.  
         Nie bez znaczenia jest zapewne położenie bodzechowskiego warsztatu hutniczego w sąsiedztwie doliny Kamiennej, uznawanej za jedno z odgałęzień ważnego starożytnego szlaku handlowego. Prawdopodobnie to nad tą rzeką odbywała się wymiana towarowa i handel żelazem. Być może świadectwem takich transakcji są odkrywane w okolicy rzymskie denary. Mimo, iż badany warsztat hutniczy położony jest na peryferiach głównego centrum hutniczego, nie ulega wątpliwości, że wraz z innymi stanowiskami z doliny Kamiennej był z nim trwale powiązany.

Poniżej fotorelacja z badań wykopaliskowych z lipca 2004 r. autorstwa Jerzego T. Bąbla:





piątek, 14 czerwca 2019

Hutnicze Częstocice

Częstocice – niegdyś samodzielna miejscowość o średniowiecznym rodowodzie, a od 1954 r. dzielnica Ostrowca Świętokrzyskiego. Miejscowość słynęła z cukrowni, założonej ok. 1839 r., jednej z pierwszych w Królestwie Polskim. Cukrownia przetrwała wszystkie dziejowe kataklizmy i kolejne reżimy, nie przetrwała za to III RP. Dziś produkcja cukru w Częstocicach jest odległym wspomnieniem, a ślady dawnej chwały to pojedyncze zachowane budynki fabryczne. Ale nie o cukrze.
Najbardziej charakterystyczną budowlą Częstocic jest otoczony parkiem XIX-wieczny pałac Wielopolskich, od kilkudziesięciu lat siedziba ostrowieckiego muzeum. Mało kto wie, że pałac i park stoją na stanowisku archeologicznym, a ludzie w tym miejscu mieszkali od tysięcy lat, co najmniej od młodszej epoki kamienia. Najciekawiej jednak było na przełomie er, w okresie rzymskim. Wtedy to na tym terenie istniała osada starożytnych hutników. Pozostały po nich liczne materialne ślady.
Do pierwszych znalezisk doszło w latach 60, kiedy to podczas prac budowlanych w parku pałacowym odkopano kloce starożytnego żużla. Do wykopalisk doszło jednak dopiero 20 lat później (1986-1987). Profesor Kazimierz Bielenin w ciągu dwu sezonów badań odkopał tu fragment osady z okresu wczesnorzymskiego (I-II w. n.e.). Poza warstwą kulturową i różnego rodzaju obiektami o przeznaczeniu gospodarczym, odsłonięto dwa piecowiska hutnicze w typie nieuporządkowanym grupujące łącznie 11 pieców. Ciekawostką może być fakt, że część z nich nie została przebadana do końca, lecz odsłonięta i zabezpieczona na potrzeby planowanej wówczas ekspozycji. W parku pałacowym miała powstać wiata-pawilon, w którym prezentowanoby  relikty pieców sprzed prawie 2 tysięcy lat. Do realizacji pomysłu z różnych przyczyn nie doszło; pocieszające jest jednak to, że po ponad 30 latach ostrowieckie muzeum powróciło do starej koncepcji. Z jakim skutkiem, czas pokaże... Badania prowadzone w ostatnich latach (2009-2017) odsłoniły kolejne części osady – mieszkalne ziemianki, jamy gospodarcze i kolejne piece hutnicze. Żużle odkrywane na stanowisku w dużej ilości wskazują na fakt, że nie tylko wytapiano tu żelaza, ale również na miejscu poddawano obróbce kowalskiej. Przyjmuje się, że to nad Kamienną odbywał się handel świętokrzyskim żelazem. Być może śladem dalekosiężnej wymiany jest znaleziony na osadzie w Częstocicach szklany paciorek pochodzący z terenów Bliskiego Wschodu. Tak było w starożytności, a co w epokach nam bliższych?
Wieś Częstocice pojawia się w źródłach w II poł. XIV w. Począwszy od XVI-XVII w. w miejscu obecnego zespołu pałacowo-parkowego znajdował się dwór z folwarkiem, który z czasem stał się centrum administracyjnym dóbr ostrowieckich. Bywali tu ich właściciele, podejmowali ważne decyzje, wystawiali dokumenty. W tym czasie w dobrach ostrowieckich nad Kamienną działały kuźnice żelaza. Rudę do kuźnic kopano w okolicznych kopalniach i magazynowano w budynkach dworu częstocickiego. I tak w 1724 r. „zwiezionej wszystkiej rudy do dworu” było 439 wozów. W trakcie badań archeologicznych w parku pałacowym odkryto liczne pozostałości zabudowań gospodarczych dawnego folwarku. Być może niektóre z tych odkrytych służyły za składy rudy.
W 1808 r. dobra ostrowieckie nabył Jerzy Dobrzański. Nowy właściciel od samego początku planował wybudowanie hutniczego wielkiego pieca właśnie w Częstocicach, ostatecznie inwestycję zrealizował kilka lat później w Kuźni. W latach 80. XIX wieku wzniesiono istniejący do dziś pałac; zamieszkali w nim Zygmunt i Maria Wielopolscy. W okresie międzywojennym nastąpił koniec dóbr ostrowieckich. W 1931 r. Maria Wielopolska sprzedała pałac z parkiem Spółce Akcyjnej Wielkich Pieców i Zakładów Ostrowieckich. Urządzono tam resursę dla kadry technicznej huty i hotel dla akcjonariuszy. Po wojnie, w 1963 r. huta przekazała teren i budynek miastu z przeznaczeniem na muzeum. I tak też się stało, a historia, rozpoczęta w starożytności, domknęła się.

Zabytkowy zespół pałacowo - parkowy w Częstocicach.
Kloce starożytnego żużla hutniczego.
Pozostałości jednego z pieców dymarskich.
Zachowana ściana folwarcznej ziemianki.
Mur fundamentowy folwarcznego budynku gospodarczego.
Pałac Wielopolskich - Muzeum Historyczno-Archeologiczne
w Ostrowcu Świętokrzyskim.

środa, 3 października 2018

Pomiędzy epokami

Wiemy, że w starożytności wokół Ostrowca hutnictwo miało się świetnie, podobnie zresztą jak całym regionie. Wiemy też, że począwszy od rozwiniętego średniowiecza, a zwłaszcza nieco później działały nad Kamienną liczne kuźnice żelaza. Ale czy wiemy co było pomiędzy epokami, czyli we wczesnym średniowieczu?
Dane są skąpe nawet jeśli chodzi o sprawy podstawowe. Być może ziemia sandomierska wchodziła w skład terytorium plemiennego Wiślan, może mieszkali tu Lędzianie a może terenami tymi władało jakieś inne plemię, którego nazwa zaginęła w pomroce dziejów. W każdym razie w latach 70. X w. ziemia sandomierska dostała się pod panowanie wielkopolskich Piastów. Wtedy też powstaje gród w Sandomierzu, stając się jednym z najważniejszych ośrodków monarchii wczesnopiastowskiej. A co z hutnictwem tego okresu? Oczywiście było. Musiało być, biorąc pod uwagę militarny rozmach poczynań takiego Chrobrego i potrzeby młodego państwa. Funkcjonowało głównie przy ośrodkach władzy, grodach i większych kompleksach osadniczych. Nad Kamienną w tym okresie próżno takich szukać…
Tymczasem parę ładnych lat temu pośród lasów graniczących od północy z Ostrowcem natrafiono na ciekawe stanowisko – pozostałości wczesnośredniowiecznej osady. Na niej, liczne fragmenty ceramiki z przełomu X/XI w. i równie liczne drobne żużle żelazne. Żużel w kontekście wczesnośredniowiecznym - to się u nas raczej nie zdarza… Tyle, że na starym żużlu można się „przejechać”. W okolicy występuje obficie i prawie zawsze jest pozostałością po działalności hutników z czasów rzymskich. Stanowisko nie było badane wykopaliskowo, stąd nie wiadomo jakie były zależności pomiędzy poszczególnymi znaleziskami. Starożytne miejsce wytopu, na które kilka stuleci później przyszli nowi osadnicy? Czy może osada hutnicza z czasów Chrobrego? Jedno znalezisko rzuca światło na zagadkę. Znalezisko niepozorne – niecałe 6 cm długości i niecałe 4 cm średnicy.  Fragment glinianej dyszy, okrągłej w przekroju z podłużnym wewnętrznym kanałem. Ten skromny przedmiot był zakończeniem miecha służącego do wywołania sztucznego dmuchu w piecu dymarskim. A dmuch, wiadomo, był konieczny do uzyskania odpowiedniej temperatury i podtrzymania całego procesu. We wczesnym średniowieczu wytop prowadzono podobnie jak wcześniej w niewielkich piecach zagłębionych w ziemię. Różniły się nieco od tych starożytnych, ale najważniejsza różnica polegała właśnie na rodzaju dmuchu. Przyjmuje się, ze w starożytności piece działały w oparciu o dmuch naturalny. Inaczej we wczesnym średniowieczu; tu stosowano dmuch sztuczny, dowodem czego są liczne znaleziska glinianych dysz, prawie w ogóle nie występujące na stanowiskach z okresu rzymskiego. Fragment dyszy spod Ostrowca pochodzi z części wsuwanej do pieca, o czym świadczy jej mocno przepalony i pokryty żużlem wylot.
Mamy więc datującą ceramikę, żużle i fragment dyszy, co łącznie daje zupełnie wyjątkową osadę wczesnośredniowiecznych hutników pod Ostrowcem. Pytania jednak pozostają. Co taka osada robi pośród pustki osadniczej tego okresu na lewym brzegu Kamiennej, gdzie i wcześniej i później rozciągała się nieprzebyta puszcza? Czy to jacyś miejscowi przeszli rzekę i zagłębili się w lasy by tu kopać rudę, „kurzyć węgle” i wytapiać żelazo? Pracowali na własny rachunek czy też byli „zapleczem” jakiegoś większego ośrodka dostarczając żelazo w ramach daniny? Tylko którego ośrodka? Sandomierz – ciut za daleko, Opatów – owszem, początki tutejszego grodu mogą sięgać X-XI w.; a może pobliski Kunów jest starszy niż myślimy...? A co jeśli odkryte stanowisko nie jest jedyne i w okolicy czają się kolejne? Wszystkie odpowiedzi kryją się w podostrowieckich lasach.

Fragment glinianej dyszy znalezionej pod Ostrowcem
(zbiory Muzeum Historyczno-Archeologicznego w Ostrowcu Św.)

piątek, 20 lipca 2018

O kunowskich kuźnicach i nie tylko...

Kunów swoją bogatą i burzliwą historią mógłby obdzielić kilka innych miast. Miasteczko położone nad Kamienną nieopodal Ostrowca dziś niczym specjalnym się nie wyróżnia, ale dawniej było inaczej. Odwiedzali miasto królowie Polski od Jagiełły poczynając. Ktoś powie, że z reguły tylko przejazdem. To prawda, ale byli, widzieli, być może nawet zapolowali na zwierza w okolicznych lasach, więc po co drążyć temat… Często i gęsto bywali tu biskupi krakowscy z kardynałem Oleśnickim na czele, bowiem do tych świętych mężów Kunów przez stulecia należał. Miasto odwiedzane było również przez: Mongołów, mocno wkurzonego Konrada Mazowieckiego, Tatarów krymskich, morowe powietrze, Szwedów, Siedmiogrodzian i Kozaków pod wodzą Rakoczego, ponownie morowe powietrze oraz cara Piotra Wielkiego na czele „sojuszniczej” armii złożonej ponoć w dużej mierze z Kałmuków i Kozaków. Cóż, łatwo nie było, ale tak to jest jak się żyje w ciekawych czasach. Miał za to Kunów szczęście do osoby księdza Aleksandra Bastrzykowskiego, który popełnił kapitalną historyczną monografię miasta i okolicy (wyd. 1939).
Położenie nad Kamienną, „najpracowitszą z polskich rzek” zobowiązuje, więc i Kunów w swojej historii miał epizody hutnicze. Zwłaszcza, że okolica obfitowała w złoża rud żelaza i lasy. Nie stał się co prawda z czasem znaczącym ośrodkiem przemysłowym, ale zapisał całkiem bogatą hutniczą kartę. Zaczęło się już w starożytności. W okresie rzymskim w Kunowie i okolicach funkcjonowały liczne piecowiska dymarskie. W latach 50. XX w. Kazimierz Bielenin przebadał w Kunowie fragment osady hutniczej z okresu wczesnorzymskiego wraz z trzema piecowiskami nieuporządkowanymi grupującymi łącznie 40 pieców. Ich forma dała podstawę do wydzielenia w hutnictwie świętokrzyskim małego pieca typu Kunów. Ostatnie znaleziska wskazują, że w okolicy Kunowa piecowisk było znacznie więcej.

Kloc starożytnego żużla z małego pieca typu Kunów.
Okaz ze zdjęcia pochodzi najprawdopodobniej z jednego z piecowisk
badanych w Kunowie przez K. Bielenina w latach 50.
Pierwsza wzmianka o hutnictwie nowożytnym pochodzi z roku 1525, kiedy to biskup krakowski wydał przywilej na kopanie rudy w kopalni zwanej Goliska. Była kopalnia, musiała być i kuźnica. I była. W 1575 r. wysłannicy biskupa przybyli do Kunowa skontrolować kopalnię. W spisanym dokumencie pojawiają się nazwy „Kuźnia”, „Ruda Cunowska” i osoba Mikołaja Rudnika. Trzeba pamiętać, że występujący w źródłach termin „ruda” był z reguły synonimem „kuźnicy” (analogicznie „rudnik” – „kuźnik”). Co prawda „ruda” w ścisłym tego słowa znaczeniu oznaczała kopalnię, ale najczęściej tym mianem określano całość zakładów, tj. kuźnicę z kopalnią rudy. Żeby jeszcze bardziej skomplikować, rudę – kuźnicę w terminologii urzędowej zwano po łacinie minera, lub używano bardziej rozbudowanych terminów, np. officina ferraria, officina mineraria, ferricudina, i.in. Nazwa „ruda” występuje w kontekście wielu miejscowości, jako oznaczenie przysiółka kiedyś przeznaczonego na produkcję żelaza (np. Rudka Bałtowska, Ruda Ćmielowska). Dla Kunowa była to zapewne dzisiejsza wieś Rudka (dawniej Ruda bądź Rudnik). W źródłach pojawia się w średniowieczu, więc pewnie już w tym okresie wydobywano tu rudę i produkowano żelazo. Wzmianki o kopalniach i kuźnicach częste są w XVI-XVII w. (de minera alias Ruda Kunow). Odkąd w 1603 r. tutejszymi zakładami zarządzał w imieniu biskupa krakowskiego Stanisław Żelichowski, miejsce nazywano Rudą Żelichowską (de minera alias Ruda Zelichovii). W późniejszych latach występuje w źródłach officina ferraria Kunowska.
Innym miejscem związanym z produkcją żelaza była osada Małachów. Dziś to część Kunowa na lewym brzegu Kamiennej. Kuźnica (officina ferraria Małachow) powstała tu w II połowie XVII w. i działała co najmniej przez kolejne sto lat. Jej kres nastąpił prawdopodobnie wraz z przejęciem przez państwo dóbr biskupstwa krakowskiego w 1789 r. „Kuźnica Małachów” figuruje jeszcze na mapie województwa sandomierskiego Karola de Pertheesa (wyd. 1791). Pamięć o miejscu przetrwała jeszcze kilkadziesiąt lat. Na planie gruntów Kunowa z 1833 r. widnieje miejsce oznaczone jako „fryszerka stara”, zapewne pozostałości dawnego XVIII-wiecznego zakładu (za udostępnienie planu podziękowania dla Sebastiana https://pl-pl.facebook.com/DawnyKunow/). Według Bastrzykowskiego jeszcze w okresie międzywojennym na gruntach Małachowa leżały zwały żużla. A jak dobrze poszukać, to trafić na nie można i dziś.

Kuźnica Małachów na mapie Karola de Pertheesa z 1791 r.          
                        
                                Lokalizacja kuźnicy małachowskiej na planie gruntów Kunowa z 1833 r.

piątek, 8 kwietnia 2016

Żużlowa miedza z Chmielowa.

Starożytna ciekawostka z podostrowieckiego Chmielowa. Jakiś czas temu mieszkaniec miejscowości, Pan Henryk Jędrzejewski wykopał na swoim polu kloc starożytnego żużla. Niby nic, ot, kolejny ślad starożytnego wytopu jakich mnóstwo trafia się na świętokrzyskich polach. Badania archeologiczne przeprowadzone wkrótce w miejscu odkrycia odsłoniły pozostałości całego piecowiska z ok. II w. n.e. Piecowisko to warsztat produkcyjny liczący od kilku do kilkuset pojedynczych pieców do wytopu żelaza. To konkretne składało się z pozostałości 55 pieców i było w typie tzw. uporządkowanym. Oznacza to, że warsztat posiadał zorganizowaną przestrzeń produkcyjną – piece układały się w regularne szeregi i rzędy. Ten typ piecowiska jest charakterystyczny dla starożytnego hutnictwa świętokrzyskiego, tyle tylko, że nad samą Kamienną występuje rzadko. Poza Chmielowem piecowisko tego typu odkryto jeszcze w Starachowicach. W strefie doliny Kamiennej dominowały raczej piecowiska nieuporządkowane – małe warsztaty zakładane przy osadach i produkujące żelazo na potrzeby lokalnej społeczności. Ale nie o tym miało być… Dla zainteresowanych – artykuł o badaniach chmielowskiego piecowiska do pobrania/przeczytania tutaj: LINK
W odległości ok. 20 m od badanego piecowiska znajdowała się skarpa, rodzaj wysokiej miedzy oddzielającej dwa pola. A w niej tkwiące kolejne kloce żużla. Następne piecowisko? Otóż nie. Po rozkopaniu skarpy okazało się, że owszem, są tam kloce starożytnego żużla i to w liczbie aż 17 sztuk, ale nie jest to piecowisko. Kloce ułożone były równiutko w jednym rzędzie, mało tego, wszystkie złożone na boku lub odwrócone o 180 stopni. A więc ktoś kiedyś je tam przyniósł i równo ułożył. Kto i po co? Zapewne dawni rolnicy, może nawet przodkowie Pana Jędrzejewskiego. 100, 200 czy 300 lat temu podczas orki pług co rusz wyciągał wielkie bryły żużla. Te przenoszono na miedzę i układano w rzędzie, tak jak na granicach pól układa się kamienie utrudniające uprawę. Układano je „do góry nogami” – tak było łatwiej, jako że górna powierzchnia kloca żużlowego z reguły jest płaska. Kloce pochodziły zapewne z sąsiedniego piecowiska. Podczas badań stwierdzono, że wśród 55 odkrytych reliktów pieców, w kilkunastu przypadkach nie zachowała się bryła żużla będąca pozostałością po starożytnym wytopie, a jedynie sam ziemny zarys pieca. Zguba się znalazła. Długą linię ułożonego przez rolników żużla z czasem przykryła ziemia i odtąd sąsiadujące pola oddzieliła nienaturalnie wysoka granica. Idę o zakład, że jeszcze niejedna miedza na świętokrzyskich polach jest solidniejsza niż się wydaje. Poniżej rzeczone miejsce odsłaniające swoją tajemnicę:





czwartek, 31 grudnia 2015

Przedświt. Mazowieckie Centrum Metalurgiczne

Stary rok zakończymy wypadem na zachodnie Mazowsze. A konkretnie na starożytne Mazowsze. To tu, na Równinie Łowicko-Błońskiej, w okresie od II w. p.n.e do IV w. n.e. funkcjonował drugi co wielkości ośrodek produkcji żelaza „barbarzyńskiej” Europy.
Mazowieckie Centrum Metalurgiczne to fenomen porównywalny z największym „barbarzyńskim” zagłębiem hutniczym w Górach Świętokrzyskim, ale i znacznie się od niego różniącym. Hutnictwo mazowieckie rozwijało się w obrębie wielkich osad, które specjalizowały się w tego typu działalności. Towarzyszące osadom pola „dymarkowe” były ogromne, a liczba przeprowadzonych na nich wytopów liczona jest w tysiącach. Dla przykładu, liczbę pieców na osadzie w Milanówku-Falęcinie szacuje się na ok. 15 tysięcy! Na całym obszarze Mazowieckiego Centrum Metalurgicznego mogło ich funkcjonować nawet 150 tysięcy. Piece, podobnie jak w Górach Świętokrzyskich i innych starożytnych ośrodkach hutniczych, były piecami jednorazowego użytku i składały się z dwóch zasadniczych części – naziemnej, czyli glinianego szybu oraz zagłębionej w ziemię jamy, tzw. kotlinki, służącej do magazynowania żużla. Tenże żużel jest dziś z reguły jedynym i najważniejszym materialnym śladem starożytnego wytopu. Ale też na Mazowszu w obrębie osad odkrywane są ślady pozostałych faz procesu metalurgicznego – kopalnie rudy i gliny, prażaki, piece wapiennicze, pracownie kowalskie i paleniska.
Badaniami i ochroną dziedzictwa dawnych hutników zajmuje się Muzeum Starożytnego Hutnictwa Mazowieckiego im. Stefana Woydy w Pruszkowie, które uruchomiło znakomitą wystawę pt. „PRZEDŚWIT – Mazowieckie Centrum Metalurgiczne z przełomu er”.

Poniżej galeria. Do siego roku!





poniedziałek, 17 lutego 2014

Panowie ognia

Tym razem cofnijmy się w odległą przeszłość, kiedy hutnictwo dopiero raczkowało, a miasto Ostrowiec nie śniło się nawet najbardziej ekstrawaganckim prahistorycznym wizjonerom. Panie i Panowie, starożytne hutnictwo świętokrzyskie! Aby w kilku zdaniach oddać znaczenie zjawiska, posłużmy się cytatem z nieżyjącego już prof. Kazimierza Bielenina: „Starożytne hutnictwo świętokrzyskie to fenomen kulturowy i techniczny, którego znaczenie dla ziem polskich u schyłku starożytności, a niewykluczone również, że dla całego północno-wschodniego Barbaricum, trudno przecenić. Z racji ogromnej skali tego zjawiska oraz jego złożonych aspektów kulturowych, technicznych i technologicznych jest to jeden z najtrudniejszych, a przy tym najbardziej fascynujących tematów w archeologii okresu rzymskiego na ziemiach polskich”. Temat – rzeka, a przy tym niezwykle złożony i wciąż nie do końca poznany. I autentycznie fascynujący. Na świętokrzyskich polach co rusz natknąć się można na materialne ślady działalności hutników sprzed 2 tysięcy lat. Żużel żelazny, pozostałość starożytnego wytopu i zmora współczesnych rolników próbujących uprawiać takie „żużlowe” pola, obecny jest i w naszej okolicy, dlatego też do tematu będziemy wracać nader często.
Póki co, w ramach rozgrzewki i wprowadzenia do tematyki, kilka zdjęć z zakończonej niedawno w Muzeum Narodowym w Kielcach świetnej wystawy „Panowie ognia – hutnictwo żelaza na ziemiach polskich w starożytności”.