czwartek, 20 lutego 2014

Żelazne dziedzictwo

Filmik przybliżający dziedzictwo przemysłowe regionu – od hutnictwa starożytnego poprzez Staropolski Okręg Przemysłowy i COP aż po dzień dzisiejszy,… którego niestety jest w filmie najwięcej. Szkoda, bo historii tylko 2 minuty… Mimo wszystko polecam uwadze.


poniedziałek, 17 lutego 2014

Panowie ognia

Tym razem cofnijmy się w odległą przeszłość, kiedy hutnictwo dopiero raczkowało, a miasto Ostrowiec nie śniło się nawet najbardziej ekstrawaganckim prahistorycznym wizjonerom. Panie i Panowie, starożytne hutnictwo świętokrzyskie! Aby w kilku zdaniach oddać znaczenie zjawiska, posłużmy się cytatem z nieżyjącego już prof. Kazimierza Bielenina: „Starożytne hutnictwo świętokrzyskie to fenomen kulturowy i techniczny, którego znaczenie dla ziem polskich u schyłku starożytności, a niewykluczone również, że dla całego północno-wschodniego Barbaricum, trudno przecenić. Z racji ogromnej skali tego zjawiska oraz jego złożonych aspektów kulturowych, technicznych i technologicznych jest to jeden z najtrudniejszych, a przy tym najbardziej fascynujących tematów w archeologii okresu rzymskiego na ziemiach polskich”. Temat – rzeka, a przy tym niezwykle złożony i wciąż nie do końca poznany. I autentycznie fascynujący. Na świętokrzyskich polach co rusz natknąć się można na materialne ślady działalności hutników sprzed 2 tysięcy lat. Żużel żelazny, pozostałość starożytnego wytopu i zmora współczesnych rolników próbujących uprawiać takie „żużlowe” pola, obecny jest i w naszej okolicy, dlatego też do tematu będziemy wracać nader często.
Póki co, w ramach rozgrzewki i wprowadzenia do tematyki, kilka zdjęć z zakończonej niedawno w Muzeum Narodowym w Kielcach świetnej wystawy „Panowie ognia – hutnictwo żelaza na ziemiach polskich w starożytności”.







czwartek, 30 stycznia 2014

Obrazki z życia (?) robotników

W początkach 1890 r. Gazeta Radomska donosiła:
W Bodzechowie dnia 11 stycznia r.b. o godz. 6-tej rano Stanisław Rusinowicz, 16 lat liczący, zajęty pracą w gwoździarni, wypadkowym sposobem zabity został na miejscu. Młodego robotnika pochwycił pas skórzany, wprawiający w ruch maszynę gwoździarską; w okamgnieniu też zakończył życie.
Matka zabitego otrzyma wynagrodzenie, wynoszące 500 razy wzięty zarobek zmarłego, ponieważ tenże, jak zresztą wszyscy pracownicy fabryk i zakładów bodzechowskich, ubezpieczeni są od nieszczęśliwych wypadków w Towarzystwie „Rossya”.

Ta sama gazeta, kilka miesięcy później podaje:
Z Bodzechowa. W dniu 28 sierpnia r.b. robotnik pracujący w walcowni w fabryce miejscowej, Tomasz Malec, liczący lat 23, smarując maszynę pochwycony został przez tryby za rękę prawą. Ręka zgruchotana. Chory został odesłany natychmiast do szpitala w Opatowie, gdzie tegoż dnia dokonano amputacji ręki prawej poniżej łokcia. Los Malca zabezpieczony, albowiem robotnicy fabryki Bodzechów ubezpieczeni są od nieszczęśliwych wypadków w Towarzystwie „Rosya”.


A tymczasem korespondent Gazety Radomskiej pisał z sąsiedniego Ostrowca:
Przed dwoma tygodniami [listopad 1889], w odlewni na Klimkiewiczowie, zdarzył się fatalny wypadek robotnikowi tej fabryki, Stejgerwaldowi, mianowicie przy naoliwianiu maszyny tryby jej zgruchotały i odcięły mu nogę. Wskutek szybkiego i nagłego upływu krwi, młody ten, osiemnastoletni ślusarz, wkrótce skończył życie, a z nim i swą karyerę fabryczną. W kilka dni potem, chory już dość dawno ojciec jego, także rozstał się z tym światem. Pozostała po tym ostatnim żona wraz z kilkorgiem jeszcze drobnych dzieci, ze stratą pracującego na nich wszystkich syna, pozbawioną jest środków utrzymania, ma więc być podobno wynagrodzona przez zarząd setką rubli. (…) Nie spieszą się panowie fabrykanci z naśladowaniem tych dzielnych a nielicznych firm, jakie poczyniły już kroki dla ubezpieczenia życia swych pracowników! Bo i po co, wszak ich nigdy nie zabraknie?!...

Kąśliwe i celne uwagi dziennikarza z perspektywy czasu nabrały gorzkiego posmaku. Ostatecznie to właśnie „dzielne” zakłady bodzechowskie upadły, nie wytrzymując konkurencji „panów fabrykantów” z Ostrowca.

piątek, 10 stycznia 2014

200 lat huty w Ostrowcu, cz. 1

Miniony rok upłynął pod znakiem obchodów 200 urodzin ostrowieckiej huty. Miało być hucznie, uroczyście i naukowo, a władze miasta zachęcały mieszkańców do „refleksji nad przemysłowymi korzeniami tożsamości kulturowej Ostrowca Świętokrzyskiego”. Refleksji było co niemiara, zwłaszcza nad piwem i kaszanką z grilla na festynie w parku miejskim. Były też ordery i odznaczenia. Kto zasłużył – dostał order, kto był głodny – został nakarmiony, a kto chciał liznąć wiedzy… mógł przecież w domu coś poczytać! Ot, taka refleksja mieszkańca nad przebiegiem obchodów… Ale nieważne, nie o tym miało być.


Rzecz w rocznicowych datach: 1813-2013, przy których należy się odrobina wyjaśnień. Rok 1813 dający, jak chcą niektórzy, początek ostrowieckiej hucie to data TRADYCYJNA, więc niekoniecznie rzeczywista. W tym roku, jak podaje Hieronim Łabęcki w pracy „Górnictwo w Polsce” (1841) miał zostać założony wielki piec w osadzie Kuźnia (obecnie dzielnica Ostrowca). Fundatorem był Jerzy Dobrzański, ówczesny właściciel dóbr ostrowieckich. Uporządkujmy nieco fakty.
Jerzy Dobrzański został właścicielem dóbr ostrowieckich w roku 1808. Jak czytamy w dokumentach „…fabryki kuźnicze właściciel (…) zaraz po nabyciu dóbr (…) w r. 1808 zaczął erygować i wkrótce do najdoskonalszego doprowadził stanu”. „Zaraz po…”, „wkrótce” czyli kiedy? Pozwolenie „na założenie pieca żelaznego” uzyskał Dobrzański już 22 lutego 1809 roku, ale z jakiegoś powodu przez prawie trzy kolejne lata nie udało się zrealizować inwestycji. Wystąpił więc z kolejną prośbą o pozwolenie w 1811 roku. Na 19 grudnia tego roku datowane jest pismo skierowane do ministra skarbu z prośbą o zaopiniowanie wniosku Dobrzańskiego. Tak więc, pomiędzy 1808 a 1811 rokiem huta z całą pewnością jeszcze nie istniała.
Idźmy dalej i przypatrzmy się okresowi 1812-1814. Tu pojawiają się inne problemy, tym razem natury politycznej. Wojna. Według niektórych źródeł Jerzy Dobrzański był aktywnym uczestnikiem wydarzeń tego okresu. Brał udział w wojnie 1812 roku (Smoleńsk, Borodino), walczył też po Lipskiem (październik 1813), gdzie został ranny (stracił nogę) i dostał się do szwedzkiej niewoli. Przetrzymywany był ponoć na Gotlandii, skąd pod koniec 1814 r. wrócił do kraju. To mocny argument przeciwko przyjętej dacie założenia huty w Kuźni. Nie da się jednocześnie tracić nogi nad Elsterą w Królestwie Saksonii i budować huty nad Kamienną w Księstwie Warszawskim… Tyle tylko, że w napoleońskim życiorysie ostrowieckiego dziedzica obecne są znaki zapytania. Wiemy skądinąd, że we wrześniu 1812 r. Dobrzański przebywał we własnym dworze w Częstocicach. Nie mógł więc żadną miarą uczestniczyć w bitwach pod Smoleńskiem oraz Borodino (sierpień-wrzesień), a prawdopodobnie w ogóle nie wziął udziału w wyprawie na Moskwę. To z kolei stawia pod znakiem zapytania wiarygodność przekazu o jego uczestnictwie w wydarzeniach z lat 1813-1814. Może więc w tym okresie Dobrzański wcale nie bił się za Cesarza, a spokojnie (i na obu nogach) budował hutę w swoich włościach? Być może, ale czas był wybitnie niesprzyjający dla wszelkich inwestycji. Przemarsze wojsk, rekwizycje, kontrybucje, ewakuacja rządu, kraj w ruinie…
Najwcześniejszy opis zakładu w Kuźni pochodzi z roku 1816. Czytamy w nim, że w dobrach ostrowieckich znajdują się „…nowo wystawione wielkie fabryki żelazne” a ich budynki są „…zupełnie nowe, podług najlepszej architektury postawione”. I znów, co oznacza „nowe”? Sprzed roku, dwu, pięciu lat? Z treści dokumentu wynika, ze zakład jeszcze nie przynosi pełnego dochodu, a jego zdolność produkcyjna podawana jest szacunkowo. Oznacza to, że albo jeszcze nie pracuje, albo nie pracuje „pełną parą”, albo dopiero zaczął pracować, co uniemożliwia oszacowanie jego wartości i mocy przerobowej w skali roku.
Kiedy więc powstał pierwszy wielki piec w dobrach ostrowieckich? Konkretnej daty wskazać się nie da, tym bardziej, że zakład budowany był zapewne przez kilka lat. Pewne jest, że powstał pomiędzy 1812 a 1815 rokiem, a to oznacza, uwaga!, że możemy jeszcze świętować przez dwa kolejne lata!

piątek, 27 grudnia 2013

Erasmus Minerator

Erazm kuźnik (minerator) to postać autentyczna. Naprawdę nazywał się Erazm Niedźwiedź, żył w XVI wieku i prowadził pierwszą znaną ze źródeł historycznych kuźnicę w najbliższej okolicy Ostrowca. Była to, mówiąc obrazowo, pierwsza nowożytna „huta” w okolicy. Kuźnica działała przez ok. 25 lat, pierwszy raz pojawia się w źródłach w roku 1564, a ostatni zapis pochodzi z 1589 roku.
Niewiele o niej wiemy. Wiadomo, że wyposażona była w 3 koła wodne i pracowało w niej 5-6 ludzi, była to więc typowa kuźnica okresu staropolskiego. Zakład taki wyposażony był w dwa murowane piece – dymarski i kowalski. W pierwszym przebiegał proces metalurgiczny, w wyniku którego otrzymywano surową łupkę żelazną. Po przekuciu młotem, łupka wędrowała do drugiego pieca, gdzie ją wygrzewano, a następnie powtórnie przekuwano do postaci handlowego żelaza. Kuźnice tego okresu umiejscawiano przy rzekach, których energię wykorzystywano do poruszania kół. Dwa koła wodne naszej kuźnicy napędzały więc miechy do obu pieców, kolejne poruszało młotem. Nie wiemy jakiej były konstrukcji. W XVI wieku na naszych ziemiach przeważały koła tzw. podsiębierne (strumień wody uderzał o dolne łopatki). Również liczba 6 pracowników odpowiada typowej kuźnicy polskiej tego okresu. Wśród nich był m.in. odpowiedzialny za wytop dymarz, kowal oraz tzw. kositarz, którego dziś nazwalibyśmy „porządkowym”.
O samym Erazmie Niedźwiedziu nie wiemy niestety nic. Nie wiadomo skąd pochodził, kiedy się urodził oraz kiedy i gdzie zmarł. Jest tylko jedna poszlaka. Otóż w tym samym czasie (II poł. XVI w.) w niedalekich dobrach biskupów krakowskich w okolicach Kielc działała rodzina kuźników o tym samym nazwisku. Marcin Niedźwiedź i jego syn Jan byli właścicielami kilku kuźnic, a ten ostatni ok. 1590 roku został odkrywcą złóż miedzi w Miedzianej Górze. W źródłach pojawia się również niejaki Michał Niedźwiedź, który w 1570 roku wybudował kuźnicę w Kołomaniu. Przypadek? Nie sądzę. Ten sam czas, to samo województwo dawnej Rzeczypospolitej, to samo niepospolite nazwisko i ten sam profil działalności. Pytanie tylko, w jakich stosunkach rodzinnych pozostawał z wymienionymi nasz Erazm?
Sprawa ostatnia, to umiejscowienie kuźnicy. Wiadomo, rzeka być musiała, czyli w grę wchodzi Kamienna lub jej nieliczne w tym miejscu dopływy. M. Radwan już kilkadziesiąt lat temu wskazywał na rzeczkę Kamionkę i miejsce na południowych peryferiach Ostrowca gdzie widział ślady rozoranej grobli. Wybitny uczony raczej się w tym przypadku mylił, choć sprawa wzmiankowanych reliktów grobli jest ciekawa i warta zbadania. W XVI-wiecznych dokumentach kuźnica Niedźwiedzia zawsze wymieniana jest w kontekście Denkówka (ówczesny Denków) lub Denkowa (ówczesny Michów, niegdyś miasto, obecnie dzielnica Ostrowca) i gdzieś w tym rejonie należałoby jej szukać. Obie miejscowości sąsiadują ze sobą, a pomiędzy nimi płynie, jakżeby inaczej, Kamienna. Czy to właśnie nad Kamienną Erazm Niedźwiedź wybudował swoją kuźnicę a wraz z nią urządzenia, bez których zakład nie mógł się obyć, a więc stawy, groble i upusty? Niekoniecznie. Jest w okolicy jeszcze jedna rzeka, a raczej niewielki strumień. Niedoceniany i lekceważony, jeśli można się tak wyrazić o, jakby nie było cieku wodnym. A nad nim miejsce bardzo obiecujące jeśli chodzi o poszukiwania śladów dawnej kuźnicy. Ale o tym najwcześniej na wiosnę.

XVI-wieczna kuźnica wg. G. Agricoli, 1556.
Miechy kuźnicze wg. G. Agricoli, 1556.

  

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Tytułem wstępu

Skoro to pierwszy post – należy się garść wyjaśnień. Tytuł „Rudy, kuźnice i huty żelaza” jasno określa tematykę bloga. Nawiązuje do kultowej pracy Mieczysława Radwana traktującej o dziejach hutnictwa żelaza na ziemiach polskich. I o tym właśnie ma być. „O dawności fabryk żelaza nad rzeką Kamienną położonych…” to parafraza tytułu rozprawy Karola Wilda z 1817 r., która z kolei zawęża zakres terytorialny. A więc, rzeka Kamienna – „najpracowitsza z polskich rzek”. Bogactwo hutniczej historii ogromne – starożytne dymarki, kuźnice Zagłębia Staropolskiego, wielkie piece, fryszerki, pudlingarnie, walcownie, wreszcie wielkie huty COP-u. Do wyboru, do koloru.
Z różnych względów, o których poniżej, skupimy się na środkowym odcinku rzeki, ściślej – na okolicach Ostrowca Świętokrzyskiego. Dlaczego? Raz, że to obszar słabo znany, pozostający trochę w cieniu świetnych i słusznie podziwianych obiektów znad Czarnej czy Bobrzy. Owszem, jest powszechnie znana (zwłaszcza wśród entuzjastów prętów zbrojeniowych i wałów wiatracznych…) huta w Ostrowcu, działająca nieprzerwanie od XIX wieku do dziś (!). Przy hucie Ostrowiec wyrósł i ukształtował się, to prawda, ale historia miejscowego hutnictwa jest znacznie starsza i znacznie bardziej bogata. Kto słyszał o kuźnicach w Rudzie i Małachowie, wielkich piecach w Mychowie czy Chmielowie, o fryszerkach denkowskich i romanowskich czy miejscowych kopalniach rudy żelaznej? Zapewne nieliczni, więc uzupełnijmy tę lukę. Rzecz druga, w okolicy Ostrowca skupiają się zainteresowania i działalność Erasmusa, który jako miejscowy rzemieślnik i lokalny patriota od dawna poszukuje zarówno informacji wagi ciężkiej jak i zwykłych, „okołohutniczych” plotek, zwłaszcza tych sprzed wielu lat.
Wszystko to oczywiście nie wyklucza wędrówek bliższych i dalszych, zwłaszcza w górę Kamiennej po Starachowice i Skarżysko i dalej, nad inne „pracowite rzeki” – Czarną i Bobrzę. Ba, raz czy dwa może się zdarzyć, że odwiedzimy dalsze zakątki kraju, a może nawet, o zgrozo!, opuścimy jego granice... Zapraszam.