W 1921 r.
Zakłady Ostrowieckie zawarły lukratywny kontrakt z Ministerstwem Kolei
Żelaznych na produkcję wagonów. W związku z tym przystąpiono do realizacji
planu inwestycyjnego. Między innymi zakupiono kilkadziesiąt kilometrów
kwadratowych lasów i gruntów w majątku Niekłań
w powiecie koneckim, niedaleko Stąporkowa, gdzie urządzono wytwórnię drewna
wagonowego z tartakiem, suszarnią, warsztatami obróbki i wykańczalnią. Drewno
to jedno, ale nie bez znaczenia był fakt, że tereny pod Niekłaniem to obszar
rudonośny. Po I pierwszej wojnie światowej, ze względów geopolitycznych ustał
napływ wysokoprocentowych rud żelaza z terenów Ukrainy. Do łask wróciły wówczas
rudy rodzime, otwierano nowe kopalnie i szukano nowych złóż. I tak na ok. 280 ha lasu pod Niekłaniem
Zakłady Ostrowieckie założyły kopalnię „Piekło”.
Nie dlatego, ze ktoś z kierownictwa miał skłonności sataniczne. Tuż obok
znajduje się leśne uroczysko o tej nazwie – skałki o fantazyjnych kształtach,
gdzie kiedyś miały pokutować diabły… Dziś to rezerwat przyrody „Skałki Piekło
pod Niekłaniem”.
piątek, 19 października 2018
środa, 3 października 2018
Pomiędzy epokami
Wiemy, że w
starożytności wokół Ostrowca hutnictwo miało się świetnie, podobnie zresztą jak
całym regionie. Wiemy też, że począwszy od rozwiniętego średniowiecza, a
zwłaszcza nieco później działały nad Kamienną liczne kuźnice żelaza. Ale czy
wiemy co było pomiędzy epokami,
czyli we wczesnym średniowieczu?
Dane są skąpe
nawet jeśli chodzi o sprawy podstawowe. Być może ziemia sandomierska wchodziła
w skład terytorium plemiennego Wiślan, może mieszkali tu Lędzianie a może
terenami tymi władało jakieś inne plemię, którego nazwa zaginęła w pomroce
dziejów. W każdym razie w latach 70. X w. ziemia sandomierska dostała się pod
panowanie wielkopolskich Piastów. Wtedy też powstaje gród w Sandomierzu, stając
się jednym z najważniejszych ośrodków monarchii wczesnopiastowskiej. A co z
hutnictwem tego okresu? Oczywiście było. Musiało być, biorąc pod uwagę
militarny rozmach poczynań takiego Chrobrego i potrzeby młodego państwa.
Funkcjonowało głównie przy ośrodkach władzy, grodach i większych kompleksach
osadniczych. Nad Kamienną w tym okresie próżno takich szukać…
Tymczasem parę
ładnych lat temu pośród lasów graniczących od północy z Ostrowcem natrafiono na
ciekawe stanowisko – pozostałości wczesnośredniowiecznej osady. Na niej, liczne
fragmenty ceramiki z przełomu X/XI w. i równie liczne drobne żużle żelazne. Żużel
w kontekście wczesnośredniowiecznym - to się u nas raczej nie zdarza… Tyle, że
na starym żużlu można się „przejechać”. W okolicy występuje obficie i prawie
zawsze jest pozostałością po działalności hutników z czasów rzymskich. Stanowisko
nie było badane wykopaliskowo, stąd nie wiadomo jakie były zależności pomiędzy
poszczególnymi znaleziskami. Starożytne miejsce wytopu, na które kilka stuleci
później przyszli nowi osadnicy? Czy może osada hutnicza z czasów Chrobrego?
Jedno znalezisko rzuca światło na zagadkę. Znalezisko niepozorne – niecałe 6 cm długości i niecałe 4 cm średnicy. Fragment glinianej dyszy, okrągłej w
przekroju z podłużnym wewnętrznym kanałem. Ten skromny przedmiot był
zakończeniem miecha służącego do wywołania sztucznego dmuchu w piecu dymarskim. A dmuch, wiadomo, był konieczny do uzyskania odpowiedniej temperatury i podtrzymania całego procesu. We
wczesnym średniowieczu wytop prowadzono podobnie jak wcześniej w niewielkich
piecach zagłębionych w ziemię. Różniły się nieco od tych starożytnych, ale
najważniejsza różnica polegała właśnie na rodzaju dmuchu. Przyjmuje się, ze w
starożytności piece działały w oparciu o dmuch naturalny. Inaczej we wczesnym
średniowieczu; tu stosowano dmuch sztuczny, dowodem czego są liczne znaleziska
glinianych dysz, prawie w ogóle nie występujące na stanowiskach z okresu
rzymskiego. Fragment dyszy spod Ostrowca pochodzi z części wsuwanej do pieca, o
czym świadczy jej mocno przepalony i pokryty żużlem wylot.
Mamy więc
datującą ceramikę, żużle i fragment dyszy, co łącznie daje zupełnie wyjątkową
osadę wczesnośredniowiecznych hutników pod Ostrowcem. Pytania jednak pozostają.
Co taka osada robi pośród pustki osadniczej tego okresu na lewym brzegu Kamiennej,
gdzie i wcześniej i później rozciągała się nieprzebyta puszcza? Czy to jacyś miejscowi
przeszli rzekę i zagłębili się w lasy by tu kopać rudę, „kurzyć węgle” i wytapiać
żelazo? Pracowali na własny rachunek czy też byli „zapleczem” jakiegoś
większego ośrodka dostarczając żelazo w ramach daniny? Tylko którego ośrodka?
Sandomierz – ciut za daleko, Opatów – owszem, początki tutejszego grodu mogą sięgać
X-XI w.; a może pobliski Kunów jest starszy niż myślimy...? A co jeśli odkryte
stanowisko nie jest jedyne i w okolicy czają się kolejne? Wszystkie odpowiedzi
kryją się w podostrowieckich lasach.
![]() |
Fragment glinianej dyszy znalezionej pod Ostrowcem (zbiory Muzeum Historyczno-Archeologicznego w Ostrowcu Św.) |
poniedziałek, 17 września 2018
Ignacy Cywiński
Na cmentarzu
parafialnym w Ostrowcu Św. przy ulicy Denkowskiej, w jego najstarszej
południowo-zachodniej części znajduje się ciekawy pomnik nagrobny. Na pozór
niczym specjalnym się nie wyróżnia, ot, jeden z wielu starych nagrobków, w
dodatku uszkodzony. Ciekawe jest to, co umieszczone zostało przez kamieniarza
ponad epitafium. Godło górnicze, czyli skrzyżowane młotki – żelazko i perlik.
Czyżby górnik? Symbole związane z profesją rzadko pojawiają się na
chrześcijańskich nagrobkach. Znacznie częściej podawano wprost w treści
epitafium, czym trudnił się za życia pochowany: uczeń, wojskowy, aptekarz,
burmistrz, pleban… A w tym konkretnym miejscu pochowany został niejaki Ignacy Cywiński. Na postumencie
czytamy:
S.P
Ignacemu
CYWIŃSKIEMU
nie utulona w żalu
CÓRKA
Z drugiej strony postumentu daty:
Urodził się d. 20 Lipca
1816 r.
Umarł d. 25 Sierpnia
1867 r.
Okazuje się,
że Ignacy Cywiński na początku lat 60. XIX w., a może i wcześniej był
zawiadowcą (zarządcą) „fabryk żelaznych
ostrowieckich”, czyli wielkich pieców Klimkiewiczowa i zakładu w Kuźni. Symbolika
górnicza na jego nagrobku dziwić nie powinna. Dziś ten symbol jednoznacznie
kojarzymy z górnictwem. Dawniej górnictwo i hutnictwo traktowano łącznie, jako
jedną gałąź przemysłu, dlatego skrzyżowane młotki znajdujemy
często i w hutniczym kontekście.
Mało wiemy o
Ignacym Cywińskim. Gdy w nocy z 26 na 27 czerwca 1863 r. wybuchł w Ostrowcu katastrofalny
pożar, na ratunek z sikawkami, wodą i ludźmi ruszył między innymi zawiadowca „fabryk żelaznych ostrowieckich” Ignacy Cywiński.
Spłonęło 146 domów mieszkalnych, ale tylko 4 osoby straciły życie, z czego
jedna rażona apopleksją na skutek silnego upojenia alkoholowego… Co jeszcze
wiemy? Mieszkał w Klimkiewiczowie. Miał żonę. To zapewne Antonina ze Smolińskich
Cywińska (1814-1857), której nagrobek na cmentarzu w Szewnie wystawił „…mąż z dwóchletniem dziecięciem pozostały…”.
Czy dziecięciem owym była córka, która żegnała ojca 10 lat później? Przy grobie
śp. Ignacego Cywińskiego pojawiają się czasem znicze. Czy to jakiś dobry
człowiek bezinteresownie dba o jego pamięć i opiekuje się niszczejącym
nagrobkiem, czy też są potomkowie naszego zawiadowcy, którzy wiedzą o nim coś
więcej?
piątek, 7 września 2018
Miniatury hutnicze
Odkryte
przypadkiem, przy okazji wojaży na zakończenie wakacji. Park miniatur w
miejscowości Chrusty koło Zagnańska. Niby nic szczególnego, bo tego typu
atrakcje powstają ostatnio jak grzyby po deszczu. Przyznać jednak trzeba, że
cieszą się sporą popularnością, choć entuzjastów znajdziemy głównie wśród
małoletnich. Starsi w sumie też nie pogardzą, no bo kto by nie chciał fotki z wieżą
Eiffla sięgającą pasa? Niestety, raczej nie są tak wypasione jak ten
najsłynniejszy w Brukseli, a i jakość wykonania często pozostawia wiele do
życzenia.
Ten w
Chrustach jest jednak szczególny, przynajmniej z naszego punktu widzenia. Po
pierwsze przedstawia budowle wyłącznie ze świętokrzyskiego. Mamy więc tu
przegląd najważniejszych „wizytówek regionu” w skali 1:20. Po drugie, i to jest
najciekawsze, na 20 miniatur w parku aż 6 (!) to obiekty przemysłowe, związane
z dawnym hutnictwem żelaza. Oglądamy więc: walcownię i gwoździarnię w Maleńcu,
hutę „Józef” w Samsonowie, walcownię w Sielpi, kompleks wielkich pieców w
Bobrzy, walcownię w Nietulisku i wielki piec w Starachowicach. Odtworzone w
stanie pierwotnym, dzięki czemu przekonać się można jak kiedyś wyglądały
obiekty dziś pozostające w ruinie, jak te w Samsonowie czy Nietulisku, bądź jak
imponująco mogłyby wyglądać wielkie piece w Bobrzy gdyby zakład powstał w
całości. Mniejsza o detale, stopień szczegółowości i wykonanie. Mniejsza o
pewne braki rekonstrukcyjne. Nie w tym rzecz. Rzecz w tym, ze w Chrustach można
zobaczyć jak wielki wpływ na region miał przemysł Zagłębia Staropolskiego. Jak
wielkie było jego znaczenie historyczne, kulturalne i gospodarcze i jak trwałe
ślady pozostawił. Zabytki dawnego hutnictwa oglądamy w towarzystwie pereł
architektury, których renoma sięga daleko poza granice województwa. Bo kto nie
słyszał o Świętym Krzyżu, Sandomierzu czy Krzyżtoporze? Wielkie piece obok gotyckich
zamków i pysznych barokowych rezydencji? Hale walcowni w jednym rzędzie z
romańskimi świątyniami? Możliwe tylko w świętokrzyskim.
![]() |
Maleniec |
![]() |
Bobrza |
![]() |
Sielpia |
![]() |
Starachowice |
![]() |
Nietulisko |
![]() |
Samsonów |
piątek, 17 sierpnia 2018
Sztandar dla Huty Ostrowiec
W pierwszych latach
po wojnie nad ostrowiecką hutą zbierały się ciemne chmury. Dwa najważniejsze
wydziały, stalownia i walcownia nie funkcjonowały jak należy i w efekcie w 1951
roku nie wykonały planu rocznego produkcji. Hańba. O tej szokującej sprawie
szeroko pisał „Głos Pracy”, którego korespondent tak zdiagnozował przyczyny
klęski: „W stalowni szwankował transport,
wiele robót było niezakordowanych, ludzie nie znali dokładnie swych planów
produkcyjnych. W walcowni kierownictwo było zupełnie nieodpowiednie, nielubiane
przez załogę; oddziałem rządziła kumoterska klika z mistrzem walcarki Jurysem
na czele”. Należało zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Słusznie zaczęto więc
od złożenia samokrytyki. „Winę ponosimy
my” – orzekli jednym głosem członkowie Komitetu Partyjnego i Rady
Zakładowej. „Sporo i myśmy zawinili” –
dodali sekretarze oddziałowi towarzysze Olech i Ogórek. Po czym „w stalowni ruszyła praca masowo-polityczna. W
ścisłej współpracy aktywiści partyjni i związkowi organizowali rozszerzone
egzekutywy”. Wiadomo. Zakordowano wszystkie prace, usprawniono transport a
nawet zorganizowano pyszną i tanią stołówkę. Zmiany dotknęły też walcownię,
gdzie „energiczny nowy kierownik, tow.
Fornalski usunął kumoterska klikę i zdobył sobie zaufanie całej załogi”.
Energiczny kierownik nie był sam na placu boju o lepsze jutro, bowiem pomagali
mu tacy mężowie zaufania jak „wyrobiony
politycznie tow. Grzegorski, jak wspaniały wychowawca młodych kadr, mistrz
wykańczalni tow. Wójcicki, jak doskonały agitator, wysiedleniec z Francji tow.
Sucharzewski”. Samokrytyka, partyjni aktywiści, egzekutywy, mężowie zaufania i zdemaskowany sabotażysta. To musiało się udać. „Wkrótce z
bezwładnej, płynnej, nieskoordynowanej załogi walcowni powstał pod wpływem
pracy tych ludzi zgrany i dzielny KOLEKTYW”.
Na efekty nie
trzeba było długo czekać. Stalownia wzięła się za odrabianie strat i już wkrótce
otrzymała wyróżnienie i II nagrodę w ogólnopolskim współzawodnictwie o tytuł
najlepszego zespołu piecowego. Walcownia dała ponad 500 ton ponadplanowej
produkcji i pewnie zwyciężyła w międzyzakładowym współzawodnictwie, pokonując w
finale walcownię huty „Stalowa Wola”. Nagroda dla huty przeszła najśmielsze
oczekiwania. Nagroda o jakiej fantazjuje każdy stachanowiec. Komunikat brzmiał:
„Towarzysze Hutnicy. Uchwałą Centralnej
Rady Związków Zawodowych przyznano naszej hucie tytuł najlepszego zakładu w
przemyśle hutniczym oraz sztandar
przechodni CRZZ za wysokie osiągnięcia produkcyjne w II kwartale bieżącego
roku”. Czuwaj!
piątek, 20 lipca 2018
O kunowskich kuźnicach i nie tylko...
Kunów swoją
bogatą i burzliwą historią mógłby obdzielić kilka innych miast. Miasteczko położone
nad Kamienną nieopodal Ostrowca dziś niczym specjalnym się nie wyróżnia, ale dawniej
było inaczej. Odwiedzali miasto królowie Polski od Jagiełły poczynając. Ktoś
powie, że z reguły tylko przejazdem. To prawda, ale byli, widzieli, być może
nawet zapolowali na zwierza w okolicznych lasach, więc po co drążyć temat…
Często i gęsto bywali tu biskupi krakowscy z kardynałem Oleśnickim na czele,
bowiem do tych świętych mężów Kunów przez stulecia należał. Miasto odwiedzane
było również przez: Mongołów, mocno wkurzonego Konrada Mazowieckiego, Tatarów
krymskich, morowe powietrze, Szwedów, Siedmiogrodzian i Kozaków pod wodzą
Rakoczego, ponownie morowe powietrze oraz cara Piotra Wielkiego na czele
„sojuszniczej” armii złożonej ponoć w dużej mierze z Kałmuków i Kozaków. Cóż, łatwo
nie było, ale tak to jest jak się żyje w ciekawych czasach. Miał za to Kunów
szczęście do osoby księdza Aleksandra Bastrzykowskiego, który popełnił kapitalną
historyczną monografię miasta i okolicy (wyd. 1939).
Położenie nad
Kamienną, „najpracowitszą z polskich rzek” zobowiązuje, więc i Kunów w swojej
historii miał epizody hutnicze. Zwłaszcza, że okolica obfitowała w złoża rud żelaza
i lasy. Nie stał się co prawda z czasem znaczącym ośrodkiem przemysłowym, ale
zapisał całkiem bogatą hutniczą kartę. Zaczęło się już w starożytności. W
okresie rzymskim w Kunowie i okolicach funkcjonowały liczne piecowiska
dymarskie. W latach 50. XX w. Kazimierz Bielenin przebadał w Kunowie fragment
osady hutniczej z okresu wczesnorzymskiego wraz z trzema piecowiskami
nieuporządkowanymi grupującymi łącznie 40 pieców. Ich forma dała podstawę do
wydzielenia w hutnictwie świętokrzyskim małego pieca typu Kunów. Ostatnie
znaleziska wskazują, że w okolicy Kunowa piecowisk było znacznie więcej.
![]() |
Kloc starożytnego żużla z małego pieca typu Kunów. Okaz ze zdjęcia pochodzi najprawdopodobniej z jednego z piecowisk badanych w Kunowie przez K. Bielenina w latach 50. |
Pierwsza
wzmianka o hutnictwie nowożytnym pochodzi z roku 1525, kiedy to biskup
krakowski wydał przywilej na kopanie rudy w kopalni zwanej Goliska. Była
kopalnia, musiała być i kuźnica. I była. W 1575 r. wysłannicy biskupa przybyli
do Kunowa skontrolować kopalnię. W spisanym dokumencie pojawiają się nazwy „Kuźnia”,
„Ruda Cunowska” i osoba Mikołaja Rudnika. Trzeba pamiętać, że występujący w
źródłach termin „ruda” był z reguły synonimem „kuźnicy” (analogicznie „rudnik”
– „kuźnik”). Co prawda „ruda” w ścisłym tego słowa znaczeniu oznaczała
kopalnię, ale najczęściej tym mianem określano całość zakładów, tj. kuźnicę z
kopalnią rudy. Żeby jeszcze bardziej skomplikować, rudę – kuźnicę w
terminologii urzędowej zwano po łacinie minera,
lub używano bardziej rozbudowanych terminów, np. officina ferraria, officina mineraria, ferricudina, i.in. Nazwa
„ruda” występuje w kontekście wielu miejscowości, jako oznaczenie przysiółka
kiedyś przeznaczonego na produkcję żelaza (np. Rudka Bałtowska, Ruda
Ćmielowska). Dla Kunowa była to zapewne dzisiejsza wieś Rudka (dawniej Ruda
bądź Rudnik). W źródłach pojawia się w średniowieczu, więc pewnie już w tym
okresie wydobywano tu rudę i produkowano żelazo. Wzmianki o kopalniach i
kuźnicach częste są w XVI-XVII w. (de
minera alias Ruda Kunow). Odkąd w 1603 r. tutejszymi zakładami zarządzał w
imieniu biskupa krakowskiego Stanisław Żelichowski, miejsce nazywano Rudą
Żelichowską (de minera alias Ruda
Zelichovii). W późniejszych latach występuje w źródłach officina ferraria Kunowska.
Innym miejscem
związanym z produkcją żelaza była osada Małachów. Dziś to część Kunowa na lewym
brzegu Kamiennej. Kuźnica (officina ferraria
Małachow) powstała tu w II połowie XVII w. i działała co najmniej przez
kolejne sto lat. Jej kres nastąpił prawdopodobnie wraz z przejęciem przez
państwo dóbr biskupstwa krakowskiego w 1789 r. „Kuźnica Małachów” figuruje
jeszcze na mapie województwa sandomierskiego Karola de Pertheesa (wyd. 1791).
Pamięć o miejscu przetrwała jeszcze kilkadziesiąt lat. Na planie gruntów Kunowa
z 1833 r. widnieje miejsce oznaczone jako „fryszerka stara”, zapewne
pozostałości dawnego XVIII-wiecznego zakładu (za udostępnienie planu podziękowania dla Sebastiana https://pl-pl.facebook.com/DawnyKunow/). Według Bastrzykowskiego jeszcze w okresie
międzywojennym na gruntach Małachowa leżały zwały żużla. A jak dobrze poszukać,
to trafić na nie można i dziś.
![]() |
Kuźnica Małachów na mapie Karola de Pertheesa z 1791 r. |
![]() |
Lokalizacja kuźnicy małachowskiej na planie gruntów Kunowa z 1833 r. |
Etykiety:
Bastrzykowski,
Bielenin,
Goliska,
górnictwo,
hutnictwo starożytne,
Kamienna,
kopalnie,
Kunów,
kuźnica,
Małachów,
Mikołaj Rudnik,
minera,
piecowisko,
ruda,
Rudka,
Rudnik,
żużel
środa, 25 kwietnia 2018
Simba
26 listopada
1946 r. ukazało się zarządzenie Ministra Przemysłu o ogłoszeniu wykazu nadań
górniczych przechodzących na własność Państwa. Wszystko w ramach nacjonalizacji
przemysłu w Polsce w oparciu o ustawę z 3 stycznia 1946 r. o przejęciu
podstawowych gałęzi gospodarki narodowej. Do zarządzenia dołączono długi wykaz
prywatnych kopalń, które „przechodzą na
własność Państwa w całości wraz z wszystkimi przymiarami dołączonymi do pól
górniczych i wszelkimi prawami”. Wśród nich znalazło się kilka kopalń rud
żelaza z najbliższej okolicy Ostrowca. Oto one (kolejno: nazwa kopalni,
położenie – gmina, właściciel, data nadania górniczego):
- ŁĄCZKI N.
80, Częstocice, Eustachy Dobiecki, 18.04.1898
- PODGÓRZE
N. 853, Bodzechów, Bogdan Drucki-Lubecki, 02.10.1912
- HALINA,
Kunów, Jan Rawicz, 29.10.1936
- ALEKSANDER,
Kunów, Helena Wielopolska, 19.11.1938
- KOLLOWEJ,
Ćmielów, Stanisław Derecki i Maria Zych, 10.12.1937
- KOLLOWEJ
II, Ćmielów, Stanisław Derecki, 20.10.1938
- MICHAŁ,
Ćmielów, Bogdan Drucki-Lubecki, 30.11.1938
- SIMBA, Częstocice, Tadeusz Halpert, 11.01.1939
Ciekawa jest
zwłaszcza nazwa tej ostatniej. Bardzo egzotyczna. Przywołująca natychmiastowe
skojarzenia z gorącą Afryką, czytelne zwłaszcza dla osób które roniły łzy
wzruszenia oglądając w latach 90-tych Króla Lwa. Bo simba to w języku suahili
właśnie lew. Skąd więc afrykański akcent w podostrowieckich lasach, gdzie
kopalnia była położona? Trop wiedzie do jej właściciela, Tadeusza Halperta.
Halpert był
właścicielem majątku Jeleniec pod Ostrowcem. Jak na wykształconego ziemianina przystało, był wielkim miłośnikiem sztuki. Jego dwór – leśniczówka (nieistniejąca) pełna
była książek, dzieł sztuki i trofeów myśliwskich. W czasie II wojny światowej w
Jeleńcu ukrywały się osoby zagrożone aresztowaniem. Jedną z nich był Edmund
Niziurski, późniejszy poczytny pisarz, który w Jeleńcu odebrał edukację w
ramach zajęć Tajnego Uniwersytetu Ziem Zachodnich. Po wojnie majątek wraz z
dworem i większością wyposażenia oczywiście przepadł, a sam Tadeusz Halpert
wyjechał do Kanady. Ale wracając do Simby… Okazuje się, że Halpert był również
miłośnikiem safari, w związku z czym bywał w Afryce. Uczestniczył co najmniej raz
w takiej wyprawie, w 1912 r., w towarzystwie swojego przyjaciela hrabiego
Edwarda Mycielskiego-Trojanowskiego. To właśnie z afrykańskich wypraw
pochodziły egzotyczne trofea myśliwskie zdobiące ściany dworu w Jeleńcu. I
zapewne z afrykańskimi fascynacjami dziedzica łączyć trzeba nazwę miejscowej
kopalni.
Dodajmy dla
porządku, że kopalnia była odkrywkowa i eksploatowano w niej płytko zalegające
żelaziaki brunatne. Pytanie tylko, czy w kopalni w ogóle ruszyło wydobycie,
biorąc pod uwagę, że dokument nadawczy wystawiono na kilka miesięcy przed wybuchem
wojny. Na jednym z powojennych planów terenu figuruje co prawda oficjalnie nazwa
„Simba”, ale w towarzystwie starych zrobów górniczych. Bo rudę w tym miejscu
wydobywano już w I połowie XIX w.
![]() |
Wyrobiska i hałdy górnicze na terenie kopalni "Simba" |
Subskrybuj:
Posty (Atom)