środa, 31 grudnia 2014

200 lat huty w Ostrowcu, cz. 3

Już po raz ostatni wracamy to wątku urodzinowego ostrowieckiej huty. Tak naprawdę nie wiadomo czy w ubiegłym roku hucie stuknęło 200, 199 czy 198 lat. Być może to w tym, kończącym się 2014 roku powinniśmy dmuchać świeczki na torcie z okazji okrągłej rocznicy, a może i w przyszłym. Ale sza…, lepiej nikomu nie dawać pretekstu, a nuż zechce coś zorganizować w klimacie ubiegłorocznym? To już i tak nieważne, „uroczystości” się odbyły, rok 1813 został oficjalnie namaszczony jako początek triumfalnego pochodu ostrowieckiej huty, który rozpoczął się w Kuźni… No właśnie, w Kuźni… Pojawia się tu kolejna niejasność, a raczej wątpliwość: czy w ogóle zakład w Kuźni można uznać za zaczątek ostrowieckiej huty? A może jednak był to rok 1837, kiedy inż. Antoni Klimkiewicz buduje na błoniach pod Ostrowcem nowoczesny zakład nazywany hutą Klimkiewiczów?


Po kolei. Na początku XIX w. Jerzy Dobrzański zbudował w Kuźni, nad odnogą Kamiennej zwaną Młynówką hutę żelaza z wielkim piecem i fryszerkami. Huta duża nie była, o niewielkiej zdolności produkcyjnej, a sam wielki piec był jeszcze w typie XVIII-wiecznym. Przez kilkadziesiąt lat huta przechodziła różne koleje losu (postoje, pożary, powodzie, etc.). W szczątkowej formie przetrwała do lat 70-tych XIX w. kiedy to zakład ostatecznie zamknięto. Tymczasem w latach 1837-1839 z inicjatywy hr. Henryka Łubieńskiego w sąsiedztwie Kuźni powstaje kolejna huta w dobrach ostrowieckich. Huta Klimkiewiczów, nowoczesna jak na owe czasy i zbudowana z rozmachem, poradziła sobie znacznie lepiej. Ta też miała momenty lepsze i gorsze. Zmieniali się właściciele, zmieniały się czasy i nazwa (Zakłady Ostrowieckie, Huta im. Marcelego Nowotki, Huta Ostrowiec), ale zakład przetrwał, wyrastając nawet okresami na krajowego potentata. W okresie PRL-owskiej prosperity (sic!) we wschodniej części Ostrowca wybudowano nowy Zakład Metalurgiczny, potocznie nazywany „Nowym Zakładem” w odróżnieniu od tzw. „Starego Zakładu”, który na nadrzecznych błoniach pracował nieprzerwanie od czasów inżyniera Klimkiewicza. Do czasu… bo nadeszły lata 90-te, czas restrukturyzacji i przekształceń, a przy okazji kompletnej dewastacji dzieła inż. Klimkiewicza. To temat na osobny tekst. Tzw. „Nowy Zakład” przetrwał. Dziś to Huta Celsa Ostrowiec – bezpośredni sukcesor idei XIX-wiecznych Ojców Założycieli. Tylko którego? Dobrzańskiego czy Klimkiewicza?


Już kilkadziesiąt lat temu (1965) Mieczysław Radwan zdecydowanie stanął po jednej stronie barykady pisząc: „Kuźnia była nieznaczącym fragmentem, podobnym jak pobliski Mychów, czy nawet Bodzechów. Zadecydowała nowa śmiała koncepcja budowy na nowym miejscu i - jak widzimy - z perspektywą rozwoju. Należy więc utrzymać 1837 r. jako datę założenia huty (…)”. Z jednej strony prawda. Sama huta w Kuźni prędzej czy później by upadła i gdyby nie nowa inwestycja realizowana przez Klimkiewicza historia ostrowieckiego hutnictwa pewnie nie wyszłaby poza wiek XIX. Nie było też tak, jak widzą to niektórzy, że budowa nowego zakładu była tylko rozbudową istniejącej już huty. Budując nową, nowoczesną hutę Klimkiewicz rzeczywiście musiał mieć wizję i „śmiałą koncepcję z perspektywą rozwoju”.
Ale z drugiej strony… Oba zakłady położone były w dobrach ostrowieckich i wspólnie dzieliły ich los. Położone były po sąsiedzku, dzieliła je tylko Kamienna. Współcześni obie huty traktowali łącznie. Dla przykładu Łabęcki w „Górnictwie w Polsce” (1841) podaje zdolność produkcyjną „…zakładów Ostrowieckich, to jest 3 wielkich pieców…”. A więc 1 pieca w Kuźni i 2 nowych w Klimkiewiczowie. Zakłady miały jednego właściciela (od 1840 r. był to Bank Polski), z reguły jedna osoba była też zawiadowcą „fabryk żelaznych ostrowieckich”. Huty wymieniały się pracownikami, choć ci najczęściej przechodzili z Kuźni do bardziej perspektywicznego Klimkiewiczowa. Kiedy na skutek pożaru uległ zniszczeniu wielki piec w Kuźni, dalej działała tam fryszerka Łukaszyn, która pracowała w oparciu o żelazo dostarczane z wielkich pieców Klimkiewiczowa. Nie był to może kombinat w sensie współczesnym, ale jednak Kuźnia przez kilkadziesiąt lat była częścią składową „fabryk żelaznych ostrowieckich”. Można powiedzieć, per analogiam, że huta Klimkiewiczów to taki „Nowy Zakład” – nowoczesny, zbudowany z rozmachem na „surowym korzeniu” i z „perspektywą rozwoju”. Kuźnia odegrała rolę „Starego Zakładu” i, niestety, podzieliła jego los. Ale Mieczysław Radwan piszący swoje słowa w 1965 r. nie mógł jeszcze o tym wiedzieć. 

środa, 26 listopada 2014

Szewna-Ostrowiec-Uralsk

Przed kościołem Św. Mikołaja w Szewnie znajduje się pierwszorzędny zabytek związany z dawnym ostrowieckim przemysłem. Mowa o charakterystycznej żelaznej bramie prowadzącej do kościoła. Jak na bramę, konstrukcja jest wyjątkowo oryginalna, ale jej pierwotne przeznaczenie było inne. Została wykonana w ostrowieckiej hucie jako kiosk ekspozycyjny Zakładów Ostrowieckich na wystawę przemysłowo-artystyczną w Niżnym Nowogrodzie (Rosja), która odbyła się w 1896 r. Zakłady Ostrowieckie prezentowały w nim swoje wyroby, za co zresztą otrzymały tam nagrodę państwową. W parę lat po wystawie huta podarowała konstrukcję szewieńskiemu kościołowi. Ok. 1906 r. została ustawiona w obecnym miejscu i odtąd pełni funkcję bramy. 


Zabytek sam w sobie jest bardzo ciekawy, związanych jest z nim kilka interesujących historii, w tym chociażby jego gościnne występy w Niżnym Nowogrodzie. Ale nie tylko. O tym za jakiś czas. Dziś jeden drobny, ale bardzo interesujący szczegół. Otóż przy bliższych oględzinach widać, że główna konstrukcja bramy wykonana jest z szyn kolejowych. Na każdej z nich znajduje się sygnatura pisana cyrylicą o treści:

О. Г. З.   IX.  95.  Р. У. Ж. Д.

Można to rozszyfrować w następujący sposób: О. Г. З. to Островецкие Горные Заводы, czyli Zakłady Górnicze Ostrowieckie, krótko mówiąc ostrowiecka huta. Dalej mamy datę – IX. 95. (na niektórych elementach widnieje też VIII). Najciekawsze jest jednak na końcu. Р. У. Ж. Д. to zapewne Рязанско-Уральская Железная Дорога, czyli Kolej Riazańsko-Uralska. A więc: producent – data wykonania – odbiorca.
Rzecz arcyciekawa. Kolej Riazańsko-Uralska była jedną z największych linii kolejowych w Rosji na przełomie XIX i XX wieku. Nazwa oczywiście pochodzi od skrajnych punktów linii – Riazania nad Oką i Uralska, obecnie w Kazachstanie. Wiadomo, że Zakłady Ostrowieckie produkowały części dla taboru kolejowego, ale chyba niespodzianką jest, że niektóre z nich mogły zawędrować w rejon Morza Kaspijskiego. 

wtorek, 14 października 2014

Kazimierz Bielenin

Trochę literatury. Ukazała się wydana przez AGH książka „Kazimierz Bielenin twórca polskiej archeometalurgii” pod redakcją Mirosława Karbowniczka. Publikacja przedstawia postać zmarłego w 2011 roku Profesora Kazimierza Bielenina – wybitnego znawcy starożytnego hutnictwa żelaza, prekursora badań nad starożytnym górnictwem i hutnictwem żelaza w Górach Świętokrzyskich, archeologa, archeometalurga, znakomitego badacza i miłośnika historii dawnej techniki.


Z noty biograficznej Profesora:
Większość swojego życia zawodowego związał z badaniami w zakresie archeologii starożytnego hutnictwa żelaza. Z inicjatywy prof. M. Radwana zaangażował się od 1955 roku w badania nad hutnictwem żelaza w Górach Świętokrzyskich; prowadził je do 1993 roku. Przebadał łącznie 135 stanowisk archeologicznych, w tym 114 stanowisk żużla dymarskiego oraz sondażowo 26 stanowisk starożytnego osadnictwa. Zidentyfikował tzw. piecowiska uporządkowane, system pieców tworzących geometryczne układy złożone z dwóch, trzech lub czterech szeregów. Przeprowadził podziemne badania archeologiczne starożytnej kopalni rudy żelaza w Rudkach k. Nowej Słupi. Połączenie wszystkich wyników badań umożliwiło opisanie, zinwentaryzowanie oraz popularyzację największego w tej części Europy przemysłowego okręgu górniczo-hutniczego w obszarze Gór Świętokrzyskich, istniejącego w czasach starożytnych, od II wieku p.n.e do IV wieku po Chrystusie.

piątek, 3 października 2014

Górnictwo rud żelaza

Dziś zapowiadany już kilkukrotnie temat historycznego górnictwa rud żelaza w rejonie Ostrowca Św. i prowadzonej inwentaryzacji reliktów kopalń. Poniżej krótki „gotowiec” wprowadzający w zagadnienie.

Początki górnictwa rud żelaza w rejonie Ostrowca Świętokrzyskiego sięgają okresu rzymskiego, kiedy w regionie świętokrzyskim funkcjonował wielki okręg produkcji żelaza obejmujący swoim zasięgiem również strefę doliny Kamiennej. Mimo braku przekonywujących danych na temat eksploatacji miejscowych rud metodami górniczymi, wydaje się pewne, biorąc pod uwagę skalę prowadzonej tu działalności hutniczej i zapotrzebowania na surowiec, że musiało w tym okresie istnieć wyspecjalizowane kopalnictwo. Tradycje z okresu rzymskiego były następnie kontynuowane w dobie średniowiecza, choć na dużo mniejszą skalę. W XVI-XVIII w. funkcjonowały w rejonie Ostrowca liczne kuźnice pracujące w oparciu o energię wody i korzystające z lokalnych złóż surowca. Z tego okresu pochodzą pierwsze historyczne wzmianki o miejscowych kopalniach w Goliskach, Sowiej Górze i Jędrzejowicach. Dalsza intensyfikacja produkcji hutniczej miała miejsce w XIX w. kiedy w dolinie Kamiennej nastąpił rozwój hutnictwa opartego na pracy wielkich pieców. Około 1813 r. powstaje wielki piec w Kuźni (obecnie dzielnica Ostrowca), a w 1837 r. uruchomiono kolejne dwa w Klimkiewiczowie (również Ostrowiec). Ponadto zakłady wielkopiecowe założono w Mychowie (1826), Bodzechowie i Chmielowie (1836). Wszystkie huty pracowały w oparciu o rudę wydobywaną z własnych kopalń.

Ruda syderytowa - żelaziak ilasty 
Ślady górniczej działalności w rejonie Ostrowca Świętokrzyskiego napotkać można po obu stronach rzeki Kamiennej, przy czym na północ od niej, na terenach leśnych występują słabo czytelne i trudne do identyfikacji wyrobiska dawnych kopalń odkrywkowych. Pozostałości kopalń głębinowych koncentrują się na południe od miasta, na krawędzi lessowej wysoczyzny opadającej ku dolinie Kamiennej. Występują na powierzchni pól uprawnych w paśmie o dł. ok. 10 km prawie w całości położonym w obrębie gm. Bodzechów. Relikty kopalń najczęściej mają postać okrągławych lub nieregularnych hałd usypiskowych skały płonej (tzw. „warpie”, „warpy”), zazwyczaj z widocznym zaklęśniętym otworem szybu wydobywczego. Ich wielkość bywa różna – od kilku do kilkudziesięciu metrów średnicy i zachowanej wysokości do 3-4 metrów. Wszystkie reprezentują podziemny, szybowy lub sztolniowy system eksploatacji. Szyby osiągały głębokość od kilkunastu do ponad 40 metrów. Eksploatowano rudy syderytowe, przede wszystkim żelaziak ilasty z serii rudonośnej dolnego liasu.

Przykłady powierzchniowych reliktów dawnego górnictwa w rejonie Ostrowca Św.:
Goździelin, kopalnia "Sewerynów"
Moczydło, kopalnia "Długi Chrust"/"Moczydło"
Jędrzejów, kopalnia "Miłków" (?)
Jędrzejów, kopalnia "Miłków" (?)
Pojedyncze obiekty tworzą większe skupiska – pola górnicze, położone na lokalnych wyniesieniach terenu, usytuowane najczęściej w górnej części zbocza oraz na jego kulminacji. W chwili obecnej wskazać można 11 pól górniczych (większość można identyfikować ze znanymi ze źródeł historycznych kopalniami), na których grupuje się od kilku do kilkudziesięciu pojedynczych obiektów. Łączna powierzchnia wszystkich pól górniczych wynosi ok. 3 km2, a liczbę występujących na nich pojedynczych obiektów wstępnie oszacować można na 300-350. Chronologię kopalń najogólniej zamknąć można pomiędzy XVII a XIX w., ze wskazaniem głównie na wiek XIX, kiedy w dolinie Kamiennej nastąpiła aktywizacja hutnictwa wielkopiecowego.

Mychów, pole górnicze kopalni "Giełdawy", fot. M. Bogacki.
Zdjęcie z zasobów MH-A w Ostrowcu Św.
Mimo powszechnego występowania i czytelności reliktów dawnego górnictwa rudnego pod Ostrowcem, a nawet obecności pewnych śladów lokalnej tradycji górniczej, problematyka ta nie spotkała się jak dotąd z większym naukowym zainteresowaniem. Dlatego w 2013 roku podjęto działania zmierzające do pełnego zewidencjonowania wszystkich obiektów w ramach projektu „Inwentaryzacja punktów historycznej eksploatacji rud żelaza na obszarze gminy Bodzechów”. Podjęcie prac podyktowane było również stanem zachowania górniczych reliktów i istniejącymi zagrożeniami (głównie prace rolnicze). Dotychczas, w ramach I etapu projektu przeprowadzono inwentaryzację w obrębie miejscowości Goździelin, Moczydło i Jędrzejów (etap II obejmie miejscowości Szewna, Szyby, Jędrzejowie i Mychów). Prace polegały na wykonaniu pełnej dokumentacji opisowej i fotograficznej zlokalizowanych w terenie obiektów. Charakterystyka każdego z nich, wymiary, stan zachowania, bieżące zagrożenia, postulaty konserwatorskie, a także dane administracyjne, lokalizacyjne i własnościowe zapisywane były w specjalnie przygotowanej karcie inwentaryzacyjnej. Równolegle z pracami terenowymi prowadzona była kwerenda archiwalna. W obrębie trzech wymienionych miejscowości (historyczne kopalnie „Sewerynów”, „Goździelskie Górki”, „Długi Chrust”, „Miłków”) zarejestrowano ponad 100 punktów eksploatacji rudy żelaza, wśród których wyróżniono kilka kategorii pod względem morfologii i stanu zachowania.

czwartek, 25 września 2014

Sic transit gloria mundi

Po dłuższej przerwie letnio-wakacyjnej wracamy do przemysłowej tematyki. Zanim o konkretnych rzeczach, krótko, tytułem przypomnienia i podsumowania kilka spraw z ostatnich miesięcy. Nie było ich wiele bo i sezon ogórkowy… ale:

Przede wszystkim w sierpniu odbyły się XLVIII Dymarki Świętokrzyskie. Wielkie święto miłośników antyku a zwłaszcza starożytnych technik hutniczych. Wszystko za sprawą realizowanego z dużym powodzeniem od kilku lat przez Świętokrzyskie Stowarzyszenie Dziedzictwa Przemysłowego projektu „Człowiek i Żelazo w pierwszych wiekach naszej ery”. Więcej o projekcie na stronie www.dymarki.com, a kto nie był na tegorocznych dymarkach, liczne fotorelacje z imprezy znajdzie na facebookowym fanpage’u Dymarek Świętokrzyskich (https://www.facebook.com/Dymarki)

Sprawa druga. Czas jakiś temu w Gazecie Ostrowieckiej ukazał się materiał na temat podostrowieckiego górnictwa rud żelaza i prowadzonej aktualnie inwentaryzacji reliktów dawnych kopalń. Tu można artykuł przeczytać w całości:
http://www.ostrowiecka.pl/publicystyka/wywiady/6515-ostrowiecki-archeolog-bada-relikty-kopal-rud-elaza. Sygnalizowałem już parę razy, że temat będę sukcesywnie przedstawiał. To już niebawem. O jednej sprawie jeszcze tylko wspomnę. W powyższym materiale prasowym znalazł się apel do mieszkańców z prośbą o podzielenie się informacjami na temat kopalń. A nuż ktoś coś wie, posiada jakieś archiwalia czy zapamiętał opowieść dziadka… Odzew przerósł najśmielsze oczekiwania! Napłynęło mnóstwo informacji i cennych wskazówek!  Bardzo dziękuję wszystkim za pomoc, liczę na więcej i dalszą współpracę! Oto co znaczy potęga mediów…

I sprawa trzecia, tytułowa. Co jakiś czas jak bumerang wraca sprawa ruin walcowni w Nietulisku. W lokalnej telewizji obejrzeć można było taki oto materiał:
            

I co z niego wynika? Ano nic. To samo co zwykle od lat: są pomysły na obiekt (raczej mgliste zresztą i bez konkretu), jest koncepcja zagospodarowania, ale przecież nie ma pieniędzy, a teren duży, ciężko, wiecie, gospodarować i utrzymać, a tu jeszcze skomplikowane kwestie własności, etc. no ale przecież „to nasza perełka, niestety, trochę (sic!) zaniedbana; bolejemy nad tym”. Czyżby? Mam wrażenie, że „bolejemy” niezbyt szczerze i nie mam tu na myśli tylko urzędników gminy Kunów. Obawiam się, że los tego zabytku, podobnie zresztą jak i innych, nikogo z decydentów specjalnie nie interesuje. Załamywać ręce nad losem walcowni, płakać i udawać troskę to każdy potrafi, ale już „robić to ni ma komu”, jak mawiał klasyk. Dowód? Już w okresie międzywojennym (1939)  to, co zostało z walcowni w Nietulisku po powodzi z 1903 r. tak opisywał ks. A. Bastrzykowski:
            Wspaniałe ciosem wyłożone i z ciosu wystawione okazałej budowy nieczynne szluzy, sterczące ruiny pozostałe z dawnej walcowni, opuszczony, zatęchły i okazały dom (gdzie mieszkał zarząd), zarośnięty chwastami staw i kanały, walące się ogrodzenie niszczone przez amatorów cudzej własności, przetrzebione przez nieuczciwych dzierżawców wspaniałe drzewa w parku, ogólna martwota i wiejąca zewsząd pustka, niezmierne przygnębiające robią wrażenie. Tam gdzie był przez lat sześćdziesiąt z górą ruch i życie, wrzała praca, od czasu do czasu odbywały się huczne zabawy, dzisiaj wszystko wieje pustką i melancholją. Sic transi gloria mundi.
            Minęło prawie 80 lat a różnicy prawie żadnej. O, pardon, teraz ks. Bastrzykowski mógłby chociaż poharatać w ping-ponga albo pograć w szachy plenerowe… Tyle że korty, szachy i koszenie trawy żadną miarą nie mogą być odtrąbione za sukces bo nie mają ŻADNEGO wpływu na stan zachowania zabytku, a zdaje się, że to o jego ratowanie wszystkim (?) chodzi!?

czwartek, 29 maja 2014

Wielka woda 1903 r.

Tegoroczny maj był (jest) mocno deszczowy i od dłuższego czasu tematem nr 1 w kraju są możliwe powodzie, podtopienia, stany alarmowe i sztaby kryzysowe. Dlatego dziś będzie o wodzie. Konkretnie – o Wielkiej Wodzie z 1903 r. Kamienna na razie się trzyma i raczej już nie zagrozi, ale w lipcu 1903 r. wystąpiła z brzegów powodując jedną z najtragiczniejszych powodzi w historii regionu. Temat pośrednio związany jest z miejscowym hutnictwem – powódź zakończyła karierę kilku znaczących zakładów w dolinie rzeki. Najlepiej głos oddać świadkowi z epoki; oto co napisał korespondent Tygodnika Ilustrowanego:
Prawie nie do wiary! Mała trzeciorzędna rzeczka, zasilająca kilkowłókowe zbiorniki wód, położonych wzdłuż kolei Ostrowieckich fabryk żelaznych, w ciągu doby wymiotła, w literalnem tego słowa znaczeniu, ślad ludzkiej pracy na przestrzeni kilku mil, rozniosła kosztem milionów sypane groble, zerwała z ciosu i żelaza zbudowane stawidła, wysadziła mosty, przegryzła prądem tor kolejowy, zatapiając wszystko od zbóż, dróg do budynków stacyjnych i fabrycznych.
Doby, bodaj kilku chwil starczyło, aby niszczący żywioł zamienił jedną z najbogatszych okolic kraju w rumowisko stłuczonych zbóż, strzaskanych drzew, rozrzuconych chat; jednej bodaj chwili starczyło, a zasłał całe zagłębie od Starachowic po za Ostrowiec gruzem zwalisk, cegieł, wymościł sitowiem, odłamami desek, zwałami wyrwanej z podglebia ziemi i kamieni.

 

 

Towarzyszące relacji zdjęcia autorstwa Ł. Dobrzańskiego pokazują ogrom zniszczeń (powyżej, kolejno: wezbrana Kamienna pod Starachowicami, zniszczenia w Brodach, zerwany most małachowski, powodzianie w Ostrowcu).
Pierwsze uderzenie poszło na Starachowice. Woda dokonała zniszczeń w tamtejszych zakładach, ale groble i upusty wytrzymały dzięki determinacji pracowników. Następnie wody rozbijają w puch olbrzymie stawy Michałowa. W tej osadzie, obecnie dzielnicy Starachowic żywioł doszczętnie zniszczył większość budynków fabrycznych i część osiedla robotniczego. W Brodach, wspaniały zbiornikowy układ wodny jeszcze z I poł. XIX w. obsługujący tamtejszą pudlingarnię i walcownię praktycznie przestał istnieć. Poważnie uszkodzone zostały też budynki zakładu. Wielka woda położyła kres świetnej walcowni w Nietulisku. Zniszczone spiętrzenie wodne w Brodach odcięło zakład od źródła zasilania z Kamiennej, a dodatkowo groblę w Nietulisku przerwała też Świślina. Następnie wody wyrzucając olbrzymie kłody i belki na znacznej wysokości, druzgoczą most pod Małachowem i nie wstrzymane już niczem, rękawem dwuwiorstowej szerokości toczą się w kierunku Ostrowca. (…) W mgnieniu oka zwał wody chwyta w objęcia Ostrowiec, zalewa niżej położone domy, odcina od świata fabryki Klimkiewiczowskie i Częstocickie i zatapia po drodze kilkadziesiąt domków z ludnością wyrobniczą na przedmieściach Bolesławów i Karolinów.
(…)
We trzy dni w tej wrzącej przemysłowem i rolniczem życiem dolinie – rozsiadły się nędza i głód.

środa, 21 maja 2014

Z kopalniami w tle...

Ostatnio pisaliśmy o krzyżu ostrowieckich górników, pozostańmy więc jeszcze w klimacie górniczym. Temat miejscowego górnictwa rud żelaza i tego, co po nim zostało pojawi się już wkrótce. Teraz jednak parę ciekawostek, choć raczej w ponurym tonie. "Retro-makabra" z kopalniami w tle…
Wypadki w górnictwie podziemnym zdarzały się zawsze i zdarzać się będą. Nie inaczej było w podostrowieckich kopalniach. Dla przykładu, w maju 1889 r. Gazeta Radomska donosiła:
            W Bodzechowie Józef Tworowicz, górnik liczący lat 21, pracując w kopalni żelaza we wsi Miłkowie, wpadł niespodziewanie do szybu i poniósł śmierć na miejscu.

Hałdy górnicze nad szybami kopalni "Miłków". W jednym z nich zginął Józef Tworowicz.
Wydarzenie tragiczne, ale zapewne jedno z wielu, jakie miały miejsce w tutejszych kopalniach, a o których nigdy się nie dowiemy. Do innego nieszczęścia doszło w kopalni rudy żelaza w Jędrzejowicach. Tym razem to sprawa kryminalna, a sytuacja jest o tyle niecodzienna, że w roli narzędzia zbrodni wystąpiła sama kopalnia. Pod datą 20 czerwca 1886 r. czytamy w Gazecie Radomskiej:
Zabójstwo. W d. 28 przeszłego miesiąca w kopani rudy przy wsi Jędrzejowice, gm. Częstocice pow. Opatowskiego, znaleziono ciało martwe włościanina tejże wsi, owczarza, Michała Goździeli. Śledztwo wykazało, że Goździela za życia był wrzucony do kopalni, gdzie poniósł śmierć. Sprawcy tego czynu oddani zostali władzy sądowej.
Szyby kopalni w Jędrzejowicach miały grubo ponad 30 metrów głębokości, więc Michał Goździela nie miał żadnych szans. Jakie były dalsze losy ujętych zbrodniarzy, nie wiadomo. Ale też „kryminalne zagadki górnictwa” zdarzały się i w innych częściach kraju. Przenieśmy się na Górny Śląsk, do Królewskiej Huty – dzisiejszego Chorzowa. Tamtejsze pismo Katolik w roku 1890 opisywało tragiczny wypadek w kopalni i związane z nim przestępstwo. Występek był mniejszego kalibru niż sprawa naszego Goździeli, ale za to wyjątkowo podły. Zacytujmy:  
Dzisiaj w nocy wydarzyło się na kopalni hr. Laury wielkie nieszczęście. Trzech ślusarzy było zatrudnionych reparacją w szybie na szali; wtem się lina podtrzymująca szalę zerwała, a ci trzej spadli do szybu na ziemię, a ta zerwana szala na nich. Dwóch na miejscu zostało zabitych, a trzeciemu brzuch rozpruło. Zabici nazywają się Czerwionka i Kaler. Czerwionce jeszcze po śmierci ukradziono 10 talarów, zegarek i ślubny pierścień. Tej samej nocy powiła także żona Czerwionki dziecko.
Urocze? To nie koniec sprawy. Niedługo potem w tej samej gazecie opublikowano sprostowanie, którego fragment warto przytoczyć:
Donoszę Szan. Redakcji, że korespondent, który w przeszłym numerze donosił o zaszłym tu nieszczęściu, był niedokładnie powiadomiony. Donoszę więc, co słyszałem od naocznych świadków. (…) Czerwionce po śmierci nie skradziono zegarka, a ile pieniędzy miał przy sobie, tego nikt nie wie, a że tej samej nocy żona Cz. porodziła syna, to też nieprawda, bo chłopak już był kilka dni stary.
No tak, zwłaszcza to ostatnie robi różnicę… Aha, i w sprostowaniu ani słowa o ślubnym pierścieniu.